piątek, 3 stycznia 2014

10. Zrób coś!

Szybko przyzwyczaiłam się do obecności piątki chłopaków.
Max George – bardziej wydaje mi się, że on tu rządzi w tym zespole. W stosunku dla mnie jest… chamski? to chyba za mało powiedziane.
Jay Mcguiness – on raczej jest tym, co ma w dupie wszystko i wszystkich.
Tom Parker – szczerze? Nie zamienił ze mną nawet jednego słówka.
Nathan Sykes – rozrywkowy chłopak.
Siva Kaneswaran – jako jedyny traktuje mnie jak koleżankę. Najlepiej się z nim dogaduje.
Czułam się przy nich … dziwnie?
Mieszkam teraz w ekskluzywnym apartamentu z własną służbą, stylistkami i wszystkimi innymi rzeczami, które ułatwiały mi życie. Caroline na przeprowadziła się jednak ze mną. Powiedziała,że zamieszka ze swoją ciotką, która wróciła nie dawno z Francji.
- Pamiętasz? Masz dużo nie gadać, tylko przytakiwać. – ostrzegł mnie surowym głosem Max. Zaczynałam żałować, że się na to zgodziłam. Pieprzony dupek, który traktuje mnie jak gówno.
- Ta gala to dla naszego zespołu bardzo duży wzrost popularności. Od niej zależy, czy zostaniemy nadal na top listach, czy nie. – podkreślił słowo ’popularność, kiedy stylistka Emma układała moje włosy. Westchnęłam i przytaknęłam.


- Będziesz dla nas dobrą wizytówką, Stello. – szepnął przy moim uchu Nathan.
- Wizytówką? – wydukałam wstając już gotowa z obrotowego fotela.
- No chyba nie myślisz, że jesteś tu za darmo? – powiedział rozzłoszczonym tonem Jay.
- Ah.. rozumiem. – podeszłam do ogromnego lustra przywieszonego do frontowej ściany mojej garderoby.
- Wyglądasz nieziemsko. – uśmiechnął się Siva.
- Dziękuję, o której wyjeżdżamy? – zapytałam gburowatego. Jaki z niego skurwysyn.
- Powinniśmy już być w drodze, ale kurwa musieliśmy czekać na ciebie. – przegryzłam ze zdenerwowania dolną wargę.
- To, na co jeszcze czekamy? Już jestem uszykowana, panie władco. – wkurwiający cwel.
Pierwszy raz jechałam limuzyną.
- Stella, tylko się nie denerwuj. Jak wysiądziemy trzymaj mnie za ramię. – oznajmił łagodnie brązowooki.

- Dobrze, dziękuję. – uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił gest. 
- Już jesteśmy. Pamiętaj, jesteś wizytówką. Nie spierdol tego, albo cię zabiję gołymi rękoma. – prawie udusił mnie wzrokiem ten skurwysyn. Już go nie lubię.
- Daj jej spokój. Nie stresuj jej. – śmieje się Tom.
Zaraz to ja go zabije.

***
(Harry)

Udzielałem właśnie wywiadu, kiedy zobaczyłem ją z tymi skurwysynami.

Uśmiechała się i trzymała ramienia tego cwela, Siva. Nie dowierzałem. Skąd ona w ogóle ich zna?! Jak mogła…
Twarz Maxa od razu spotkała mój wzrok. Szczerzył te swoje ząbki, jakby właśnie wygrał ze mną wojnę.
- Nie wierzę.. – wyszeptałem przez zaciśnięte w złości zęby. Może ona tak chce mi pokazać,
że też może zrobić mi na złość, ale skąd by ona wiedziała, że się nie lubimy.
- Przepraszam, czy to wszystkie pytania? – spytałem reporterki.
- Tak, dziękuję. – uśmiechnęła się do mnie.
Szybko podszedłem do Louisa i odciągnąłem go na bok.
- Widzisz to kurwa?! Dlaczego Stella jest z nimi?! – wycedziłem. Złość, która zalewała moje żyły była nie do opisania.
- Co?! gdzie?! – wskazałem lekko głową, tak by nikt nie wiedział, że właśnie obgadujemy naszych wrogów. Udzielali wywiadu. Nie mogłem normalnie się opanować. Jeszcze chwila i moja pięść wyląduje na twarzy tego zarozumiałego chłoptasia, który obejmuje jej delikatne plecy. Domyśliłem się, że musieli coś wymyślić, albo dowiedzieć się, że Stella jest jakoś powiązana z nami.  
Gdy zauważyłem, że wchodzi z nimi do budynku przeszył mnie dreszcz. Ona nie może z nimi.. nawet nie mogę tego pojąć!
Czekałem tylko na chwilę, kiedy zostanie sama. Niestety, ciągle z nią był Kaneswaran. W końcu odważyłem się i razem z chłopakami postanowiliśmy iść i się niby przywitać.
- Witam. Nowa zdobycz? – fuknąłem pod nosem. Z bliska była jeszcze piękniejsza.
- Podoba wam się? – spytał szyderczo Max. Zaraz mu jebnę.
- W co wy pogrywacie? – pytał zaciskając pięści Louis.
- W nic? Po prostu zatrudniliśmy ją. – ten durnowaty uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Co?! Stella powiedz, że to nie prawda?! – spytał ze złością.
- To prawda, znacie się? – naiwniara.
- Dziwne żeby nie. – oznajmił Niall.
- Idź do garderoby  NASZEJ, Stella. – rozkazał jej szef tego zespołu.
- Dobrze. – zachowywała się jak ich służąca. Co jest grane?
- Wiecie, co spadam stąd. – powiedziałem specjalnie. Muszę jak najszybciej porozmawiać z tą naiwną dziewczyną.
- Harry zatrzymaj ją. Masz zrobić wszystko żeby z tego gówna zrezygnowała. Tylko ciebie posłucha. – wyszeptał ostro Tomlinson do mojego ucha zanim odszedłem

***
(Stella)
(Włączcie sobie teraz tą piosenkę :D KLIK)
- Stella! Zaczekaj! – usłyszałam głos z tyłu za mną. To Harry.
Przyśpieszyłam. Nie chciałam z nim rozmawiać. Niech spada do Alexis.
- Zaczekaj! – krzyknął i szarpnął za moją rękę.
- Zostaw mnie! – wydarłam się. Dobrze, że nikogo nie było oprócz nas.
- Dlaczego jesteś z nimi?! Tak bardzo chcesz być sławna, że się z nimi obijasz?! – potrząsnął mnie.
- To moja praca! A ty spierdalaj do Alexis, bo pewnie tęskni! – wyrywam się z jego uścisku i idę w stronę garderoby, jednak on ponownie mnie szarpie za rękę i wciąga do jakiegoś ciasnego pomieszczenia z jakimś sprzętem.
- Co ty do cholery robisz?! – mój głos się trzęsie. Tylko mi tego brakuje, żeby się tu rozpłakać.
- Ja powinienem o to zapytać! – wysyczał przez zęby.
-Muszę iść.
- Nigdzie nie idziesz! – zamknął drzwi na klucz. No fajnie.
- Powiedz mi, co ode mnie chcesz? – żądam, a on bierze głęboki oddech.
- Zerwij z nimi kontakt.
- Haha, nie będziesz mi mówił, co mam robić. – parskam.
- Tęskniłem za tobą…  - spojrzał się głęboko w moje oczy.
- Zamierzasz mi kłamać prosto w oczy? Najpierw mówisz całemu światu, że jesteś z Alexis, a teraz mówisz mi to? – otwiera usta, ale po chwili znowu je zamyka.
- Jak możesz być takim draniem, Harry? Chcesz mnie skrzywdzić? – łzy napływają mi do oczu i próbuję opanować emocje kłębiące się we mnie.
- Kochasz mnie? – jego głos jest niski. Moje serce i tak boli, więc nic mi się nie stanie jak wyznam mu prawdę.
- Tak kocham, nadal kocham pieprzonego dupka, który nadal ugania się za taką dziwką, jaką jest Alexis! – wrzeszczę i idę w stronę drzwi, jednak Harry mnie łapię za rękę, popycha na ścianę i całuje.

Byłam w szoku. Tak bardzo tęskniłam za jego ustami. Pełne wargi Harr'ego przywarły do moich. Były takie ciepłe. Jego ruchy z czasem robiły się delikatne. Język delikatnie przejechał po moim wnętrzu. Poczułam ciepło. Podskoczyłam lekko, kiedy przesunął językiem po skórze mojej szyi, zostawiając mokrą ścieżkę. Oddychałam głęboko. Nie moja wina, że on tak na mnie działa.
- Prz.. przestań Harry. – próbowałam go od siebie odciągnąć.
- Naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieję. – wierzchem kciuka, ociera łzę, zanim spływa po moim policzku.
- Kochasz Alexis, a całujesz mnie. –  rzuciłam przez zaciśnięte zęby załzawionym tonem.
Nastała chwilowa cisza. Czułam jak moje łzy wydobywają się z kącików moich oczu. Słony smak cieczy przedarł się przez moje usta. 
-Stella, chyba cię kocham. – wyszeptał nie zdając sobie sprawy, że to właśnie usłyszałam.

~ jeśli przeczytałaś/eś zostaw komentarz ;)
za błędy PRZEPRASZAM

środa, 1 stycznia 2014

9. Celebrytka?

Po wyprowadzce z hotelu wszystko się zmieniło.
Louis zażądał całkowitego zerwania kontaktu z Harrym albo odeśle mnie do rodziców.
 Cała ta popieprzona sytuacja zaczęła mnie poważnie irytować.
W nocy miałam koszmary i płakałam. Na szczęście teraz mój pokój znajduję się dalej od pokoju Carl. Nie chce jej martwić.
- Stella, wychodzimy. Siedzisz tu już dwa tygodnie. Idziemy na miasto, szykuj się. – ciągnie mnie za rękę i prowadzi do garderoby. Nie chciałam nigdzie wychodzić. Teraz wolałam tylko cisze i cztery ściany mojego pokoju.
- Nie chce nigdzie iść… - wyszeptałam i poszłam do małego stoliczka z alkoholem, który znajdował się w salonie. Zdążyłam napełnić szklankę trunkiem, a już usłyszałam krzyk Wiśni w progu pomieszczenia.
- Nie Stella! Nie pijesz! – wyrwała mi szklankę z alkoholem i rozlała na podłodze.
- Oj przestań, psycholko! Nic by mi się nie stało po jednym drinku!  - jest gorsza niż moja matka.
- Dziewczyno, od kiedy tu zamieszkaliśmy płaczesz, pijesz i drzesz się przez sen! Kurwa, nadal uważasz, że przesadzam?! – krzyknęła głosem pełnym pretensji i irytacji. Nie mogłam wydukać z siebie ani słowa. Skąd ona o tym wszystkim wie?!
- Y..ym… znaczy .. skąd?
- Naprawdę uważasz, że jestem taka głupia?! Mieszkamy w tym samym apartamencie, idiotko!  Jak się nie ogarniesz zrobię Louisowi taką wojnę, że nawet ochroniarze dupkowi nie pomogą, wliczając w to Stylesa!
- Nie, nie Carl! Tylko nie to! – podirytowana potrząsnęłam głową.  Jeszcze mi brakuje sprzeczki pomiędzy nimi! Co by to było, gdyby dowiedziały się media?
- Ponad to słyszałam, że nie chcesz pracować w redakcji. Co to ma kurwa znaczyć, Stella?! – przewróciłam oczami i ułożyłam się na wygodnej kanapie. Jaka ona męcząca..
- Dostałam lepszą propozycję. Zadzwonił do mnie koleś z jakiegoś zespołu i spytał się, czy jestem zainteresowana byciem odpowiedzialną za ich wizerunek. Po prostu mam być na ich przyjęciach, koncertach, czy wywiadach. Taki luz… - uśmiechnęłam się z zadowolenia.
- Rany! Będziesz cerebrytką, jak się okaże, że to jakieś ważne szychy! – klasnęła z podniecenia dłońmi. Oh, rozchmurzyła się.
- Kiedy idziesz na to spotkanie? 
- Za dwie godziny. – wywróciłam z niezadowolenia oczami. Nie chce mi się nigdzie wychodzić, ale mój kochany braciszek ostrzegł mnie, że jak nie znajdę sobie roboty to wrzuci mnie na zbity pysk. Ma tyle kasy, a zachowuje się jak skąpiec.
- No i ty się nie szykujesz?! Idziesz ze mną do garderoby i nawet nie słyszę sprzeciwu! – złapała moją dłoń i przeciągnęła przez cały apartament. To, co ona wyprawiała tam ze mną przyprawiało mnie o ból głowy. Czesanie, ubieranie..  To takie męczące.
- Będziemy bogate, Stella! – wiedziałam, że to o to jej chodziło.  Spojrzałam na swoje odbicie. Wyglądałam, jak milion dolarów! Obcisła, ale nad zwyczaj elegancka, czarna sukienka sięgająca przed kolana i do kompletu mała kopertówka. Moje falowane włosy opadały na ramionach, a delikatny makijaż idealnie komponował się z całym wyglądem.
- Woow.. – odzywam się. Nie mogłam nic innego wydukać z siebie.
                Zdążyłam na czas. Gdy weszłam do budynku od razu przy recepcji przywitała mnie śliczna blondynka. Przed ogromnymi drzwiami, na trzynastym piętrze widniał napis ‘‘ The Wanted ’’.
Szczerze? To ja pierwszy raz słyszę o takim zespole.
- Witam panią, w czym mogę pomóc? – przede mną zjawił się dobrze zbudowany chłopak, po emblemacie na jego ramieniu domyśliłam się, że jest ochroniarzem.
- Um.. Jestem umówiona z menadżerem tego… zespołu. – uśmiechnął się i wskazał mi pierwsze drzwi po prawo korytarza.
Wdech i wydech.
Zapukałam.
- Proszę, proszę! – usłyszałam po chwili.
Przed dębowym biurkiem siedział starszy mężczyzna w czarnym garniturze. Uśmiechnął się przyjemnie, po czym wstał z obrotowego fotela i podszedł do mnie wyciągając rękę.
- Jestem Scoot. Miło mi panią poznać, panno Madison. – poczułam dziwny niepokój, kiedy spojrzałam na jego lodowate niebieskie oczy.
- Miło mi pana poznać. – przywitałam go łagodnym uśmiechem.
- Proszę usiąść na kanapie, chce panienka coś do picia?
- Nie, nie dziękuję.
- W takim razie omówimy zasady kontraktu i zapłaty?
- Jasne.
Opowiadał mi, że moje życie się zmieni, dlatego oferuje mi tak dużo pieniędzy na start. Mam po prostu przebywać tam gdzie oni. Co się dowiedziałam to wcale nie jest takie proste jak się wydaje. Udzielają wywiadu, mam być odpowiedzialna za to, co mówią, za ich wizerunek. Nasz kontrakt próbny ma trwać pół roku, a prawdziwy pięć lat. Mam się przeprowadzić do hotelu gdzie się znajdują, jednakże wszystkie koszty wraz z moją nową garderobą opłaca ich zespół. Podobała mi się ta cała internatowa.
- Czy jest panienka zainteresowana? – spojrzał mi głęboko w oczy. Jeszcze nigdy nie widziałam tak zdeterminowanego człowieka.

- Ah… trochę to wszystko pogmatwane, bo mój wizerunek.. Moja prywatność też może znacznie spaść. – powiedziałam przeczesując zgrabnie włosy obuszkami palców.
- Rozumiem, dlatego dostanie panienka ochronę. Wszystko, co tylko potrzebne. Jednak, jeśli się zgodzisz musisz podpisać papiery o prywatności, nie możesz nic wynieść z tego, co usłyszysz z szatni chłopaków. Wszystko. Chyba zna się pani na kontraktach, tak? – spytał już bardziej zniecierpliwionym i zdenerwowanym głosem.
 - Ah, naturalnie. W takim razie… zgadzam się. Jak na razie tylko na okres próbny, a potem już zobaczymy. – uśmiechnęłam się i maznęłam swoje nazwisko wcześniej śledząc (mniej więcej) treść tych papierów. Uścisnęliśmy sobie dłonie i położył na mojej dłoni kopie kontraktu i czek w wysokości 25 000 dolarów.
- To jest jak na razie datek dla pańskiej dyspozycji. Wszystko jednak otrzyma pani jutro.
- Kiedy poznam członków zespołu? – intrygowało mnie to właśnie.
- Też jutro. Wynajmę dla pani stylistów. – oznajmia zadowolony.
- Oh..
- Bardzo się cieszę, że naszych chłopców będzie reprezentowała tak śliczna kobieta. – przełknęłam nerwowo ślinę i pożegnałam się.
Mam 25 000 dolarów! Ja pierdole! Idę na zakupy!
Chodziłam po sklepach szukając jakieś wytwornej sukienki na jutrzejsze spotkanie, kiedy wychodziłam ze sklepu z drogimi ubraniami, o których wcześniej mogłabym sobie po marzyć usłyszałam głos Harr’ego ze wszystkich telebimów w samym centrum, które ukazywały jego wizerunek. Stanęłam jak wryta. Wszędzie małe i duże odbicia ukochanego, za którym tęskniłam dniami i nocami.
- Więc jesteś zadowolony z siebie i przyjaciół z zespołu? – spytała brązowowłosa reporterka.
- Oczywiście! Jednakże nie dalibyśmy sobie rady bez naszych fanów. – jego dołeczki…
- Zdradziłbyś nam coś ze swojego życia prywatnego? Tylko  jedno pytanie. – zamyślił się przez chwilę.
- Tak, ale tylko na jedno.
- Czy to prawda, że znów umawiasz się z tą słynną aktorką Alexis Davis? – przełknął nerwowo ślinę.
- Tak, to prawda. Daliśmy sobie jeszcze jedną szanse. – mówi Harry, a jego głos jest przepełniony radością.
Ludzie omijają mnie, wychodzą ze sklepów, restauracji, nie zauważają jednak dziewczyny kilka metrów od nich z pękniętym sercem i stróżkami łez na jej policzkach.

~ jeśli przeczytałaś/eś zostaw komentarz ;)
za błędy PRZEPRASZAM


sobota, 28 grudnia 2013

8. Nie możliwe, że...


- Zatrzymaj się! – serce prawie wyrwało się z mojej piersi, kiedy usłyszałam głos Harr’ego z tyłu za mną. Odwróciłam się i mocno zacisnęłam oczy, kiedy zjawił się tuż przede mną.
- Co się stało? – zmarszczyłam brwi, a w jego oczach błysnął ból. Opuściłam głowę, bo nie mogłam na to dłużej patrzeć.
Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
- Dlaczego… nawet nie wiem, co mam powiedzieć. – szepnął ledwie łapiąc oddech.
Poczułam przeszywający mnie ból, za każdym razem, kiedy słyszałam jego ciężki oddech blisko mojej twarzy. Jednego, czego w tym wszystkim nie rozumiałam to jego nagła zmiana. Chcę dać mu spokój, on kocha nadal Alexis, a robi mi sceny.
- Spójrz na mnie i powiedź, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego. – jego ciepła, duża dłoń powędrowała do mojego policzka. Jego wzrok… Miał w sobie coś, co nie dawało mi racjonalnie myśleć.
- Chyba to.. już przerabialiśmy. – intensywność w jego pełnych strachu oczach przeszedł mnie na wylot.
- Powiedź to, a zniknę. Tylko to powiedź. – powiedział pełnym rozpaczy głosem.
 Mój przerywany oddech ugrzązł mi w gardle. Drugi raz nie dam rady, ale muszę się do tego zmusić.

- Nie możesz tego powiedzieć, bo tak nie jest. Nie chcesz żebym odszedł. – poczułam, jak jego loki łaskoczą mój policzek. Niechętnie odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość. Spojrzałam w jego zielone brylanty i przełknęłam ciężko ślinę. 
- Zakończmy to. – zacisnął mocno pięść i zaczął iść w stronę windy.

***
(Caroline)
Chodziłam w tą i z powrotem. Zaczęłam bać się, że coś jej się stało. Spojrzałam na zegarek, który właśnie wybił północ. Dzwoniłam, co chwilę do niej, ale nie odbierała.
Urwę jej nogi, jak zaraz nie przyjdzie.Zabrałam kurtkę i wyszłam z apartamentu, gdy nagle wpadłam na opierającą się o ścianę Stelle, chowającą twarz w roztrzęsionych dłoniach.
 
Wiedziałam, że ten beznadziejny Louis musiał jej coś takiego powiedzieć, że ją to skrzywdziło.
Stella jest bardzo wrażliwa i szybko można ją zranić.
Podbiegłam do przyjaciółki, objęłam ramieniem i zaprowadziłam do jej pokoju.
Jest taka uparta! Nawet nie wiem, jak mam jej pomóc.
- Stella, lepiej ci będzie jak mi powiesz. Obiecuje, że nic z tym nie zrobię. – usiadła na skraju łóżka, a z jej czekoladowych oczu spływały krople słonej cieczy. Jeszcze chwila i sama się tu rozpłaczę.
- Bo wiesz.. – zaczęła cicho łkając.
- Dowiedziałam się, że Harry chciał przeze mnie się zabić i musiałam zerwać z nim kontakt. –wybuchła płaczem. Jebany debil! Wiedziałam, że to jego sprawka.
Przytuliłam ją tak mocno, jak można było sobie to wyobrazić.

Chętnie bym zrobiła temu wyrodnemu braciszkowi awanturę, ale obiecałam Stell.

***

Dźwięk dzwoniącej komórki nie dawał mi w spokoju rozkoszować się tym wygodnym nad zwyczaj łóżkiem. Otworzyłam lekko oczy i już namacalnie zaczęłam szukać urządzenia na szafce nocnej obok łóżka.
- Czego?! – rzuciłam ze złością.
- Mam dla ciebie wszystkie dokumenty. Przyjdź do mojego apartamentu. Staraj się zachowywać normalnie.. przy nim. – westchnęłam ciężko. Im szybciej to wszystko załatwię tym lepiej.
- Zaraz przyjdę. – rozłączyłam się i podniosłam się lekko na łokciach. Przez głowę przelatywało mi setki myśli. Wczorajsza sytuacja trochę mnie wykończyła psychicznie i fizycznie. 
Odgarnęłam niesforne loki z twarzy i ruszyłam bosymi stopami do łazienki. Spojrzałam na moją twarz w odbiciu. Wyglądałam koszmarnie! Szybko przemyłam ją dużą ilością wody i starannie wytarłam.
- Już wstałaś? Jak się czujesz? – spytała mnie Carl podając gorącą czekoladę w progu pokoju.
- Szczerze? Jestem padnięta. – westchnęłam i wzięłam łyka gorącego trunku, który przelał się przez moje gardło.
- Co będziesz teraz robiła? Może przejdziemy się na zakupy? – zauważyłam troskę w jej oczach. Jak ja ją kocham.
- Niee, dzisiaj czeka nas przeprowadzka. Muszę iść do Louisa po klucze do nowego hotelu. Przepraszam, że ci nie powiedziałam.
- Może to i lepiej? Może szybciej o nim zapomnisz. – przytuliła mnie ostrożnie żebym nie wylała gorącego płynu.
 Pomogła mi się trochę ogarnąć i już po chwili stałam przed drzwiami apartamentu chłopaków.
Wzięłam głęboki oddech i zapukałam do drzwi. Przed nimi pojawił się uśmiechnięty Naill.
Bardzo go lubiłam. To jedyny chłopak, który zawsze potrafi wyluzować.  
- Cześć Stella! – uścisnął mnie i zaprosił do środka.
- Um.. Cześć. – nagle zza rogu pomieszczenia wyłonił się Hazz. Jego wzrok przyprawił mnie o dreszcze. Zajął miejsce na skórzanym fotelu.
- Chciałam się z wami pożegnać, będę mieszkała w innym hotelu. – Styles zacisnął szczękę i zmarszczył brwi, po czym wyszedł z salonu tak szybko jak do niego wszedł zostawiając mnie samą z Naill’em i Liamem.
- A jemu, co się stało? – zapytał zaskoczony Liam.
- Usiądź. – zrobiłam tak jak mi polecił.
- Słyszałem, że jak byłaś mała to grałaś na pianinie. – zaczął konwersacje.
- Ah, tak. To było dawno. – uśmiechnęłam się przyjaźnie wracając do wspomnień.
- Skąd o tym wiecie? – spytałam z ciekawością. Pewnie im powiedział Louis.
 - Harry nam powiedział. – co?!
- Ummm.. – przegryzłam nerwowo dolną wargę.
Nagle poczułam blondyna dłoń jak mnie szarpię i ciągnie do instrumentu.
- Zagraj, proszę! Na pewno coś zapamiętałaś. – wariat!
- Nie potrafię już grać… - westchnęłam przejeżdżając zgrabnie opuszkami palców po klawiszach.
- Nie prawda, nie wierzę. – odparł Liam.
Wiedziałam, że przegram. Usiadłam i zaczęłam przypominać sobie nuty jakieś piosenki. Delikatne ruchy moich dłoni szybko wczuły się w klimat. Zamknęłam oczy i zatraciłam się temu dźwięku. 


***
(Louis)

Zabrałem z sypialni dokumenty dla Stell. Wszedłem do kuchni i nie dowierzałem. W tle słychać było dźwięk fortepianu i znajomą piosenkę. Ale nie to mnie zaskoczyło.
W progu stał Harry opierając się o futrynę i spoglądał na Stelle takimi oczami, że…
Czy to może oznaczać, że on… może coś do niej jednak czuć?! – przełknąłem ciężko ślinę.
 Niee.. On kocha Alexis. 


~ jeśli przeczytałaś/eś zostaw komentarz ;)



czwartek, 26 grudnia 2013

7. Koszmar



- Nie mówisz chyba poważnie? – wyszeptałam prawie dławiąc się gulą w moim gardle.
- Jak najbardziej, Stella. Jeśli będziesz dalej w to brnęła to albo ty, albo Harry będzie przez to cierpieć. Proszę cię, odpuść. – zrobiło mi się słabo. Te słowa i ta sytuacja zaczęła mnie przerażać.
- Dlaczego musisz kurwa mnie ranić?! Nie jestem tchórzem i wiem, co robię. Nie martw się o mnie, proszę. – moje serce zakołatało w piersi.
- Ja mam oczy, Stell. Nadal go kochasz i nadal czekasz na to, że może on cię pokocha, ale nie pokocha. Nie pokocha cię Stella! Chcesz znowu zniszczyć jego związek z Alexis? – krzyknął, a mi popłynęły pierwsze łzy. Jeszcze nigdy nie widziałam w nim tyle nienawiści do mnie.
(włączcie sobie tą piosenkę teraz: KLIK)
- On.. on chce wrócić do… Alexis? – zaczerpnęłam głośno powietrze i niespodziewanie wybuchłam płaczem.
- Tak. Od kilku, a nawet kilkunastu miesięcy próbuje ponownie naprawić ich związek. Nie możesz… - zamyślił się przez chwilę, wziął głęboki oddech i zaczął kontynuować.
- … go zniszczyć, bo on… On już kilka razy próbował odebrać sobie życie. – zacisnął w złości pięści.
- C..co? – wydukałam bardzo niewyraźnie, bo mój szloch wdarł się między moje słowa.
- Chciał… chciał się powiesić. W ostatnim momencie zdjąłem go z chłopakami z liny. Nie chce, a wręcz nie życzę sobie żebyś wchodziła mu ponownie w drogę. Nie chce stracić przyjaciela, zespołu, bo moja siostra jest w nim zauroczona, że musi niszczyć jego życie. Daj już sobie z nim spokój, zrezygnuj i zostaw go w spokoju. – opadłam kolanami na zimną posadzkę. Złapałam się za głowę, przez którą przechodziły setki koszmarnych i bezlitosnych myśli.

Nie mogłam wyobrazić sobie Harr’ego, który chce odebrać sobie życie. Moje ciało zaczęło mnie piec. Łzy nie ustępowały. Poczułam to cholerne uczucie poczucia winy i obrzydzenia do siebie. Zrozumiałam, dlaczego się tak zachowywał i jaką trudność musi mu sprawiać moja obecność. 
Louis widząc, że schowałam twarz w roztrzęsione dłonie, pochylił się i objął mnie tak, że moja głowa znalazła się pomiędzy jego szyją, a ramieniem.
Podniosłam ręce, żeby odepchnąć od siebie Louisa. Wydawał się trochę zaskoczony moją reakcją. Złość, obrzydzenie i smutek przelał się przez moje ciało.
- Z..zrobię to. – wydukałam, a pojedyncze szlochy przedarły się przez moje trzęsące się usta.
- W takim razie jutro przyjdź po klucze i adres innego hotelu. Już Ci zarezerwowałem, wszystko oczywiście na mój koszt. Nie możesz przebywać w tym samym hotelu, co my. W piątek o piętnastej masz spotkanie w redakcji. Załatwiłem wszystko. Strój i twoje kwalifikacje też ci jutro przyniosę. Mam nadzieję, że nie będę musiał się powtarzać? – śmieć, jak on może mnie tak traktować?!
- Widzę, że nawet nie pytałeś o moje zdanie i sam o wszystkim zdecydowałeś? – podniosłam nerwowo głos.
- To wszystko jest dla twojego dobra, Stella. Mam tylko nadzieję, że ta rozmowa zostanie TYLKO pomiędzy nami. Nie chce zgrzytów. -  nacisnął bardziej na słowo ‘’tylko’’, skinęłam głową i wyszedł.
Nie mogłam złapać oddechu. Moje serce tak mocno biło, że jeszcze chwila i mogłoby mi wyjść z piersi.
Nagle do pomieszczenie wpada Caroline cała w skowronkach jednak, kiedy mnie zauważa od razu zjawia się obok.
- Boże, Stell! Co się stało?! Co ten zjeb ci powiedział?!
- Nic.. Po prostu, nic się nie stało. Proszę… Naprawdę nic się nie stało. – kłamałam. Wiedziałam, że w chwili, kiedy bym jej powiedziała prawdę urwałaby chyba Louisowi głowę.
Zacisnęła mocno zęby i westchnęła. Wiedziałam, że nie lubi gdy coś prze nią ukrywam, ale nie miałam innego wyjścia.
- Jeśli to ma ci pomóc, w co wątpię.. To nie będę pytać. – przytuliła mnie. Taka przyjaciółka to skarb.
- Muszę wyjść. Iść na spacer, cokolwiek. – zabrałam z sypialni płaszcz i wyszłam z apartamentu. Szłam właśnie w stronę windy, kiedy usłyszałam z tyłu za mną kroki. Podeszłam do metalowych drzwi i nacisnęłam guzik, nie oglądając się za siebie. Ciekawość sięgała szczytu i odwróciłam się. Zza rogu korytarza wyłoniła się sylwetka chłopaka o charakterystycznych włosach. Po moim ciele rozniosły się ciarki i mimowolnie zaczęłam ponownie po kilkanaście razy naciskać ten zjebany guzik. Serce podskoczyło mi pod samo gardło, kiedy usłyszałam głos Harr’ego tuż przy moim ciele.
(Teraz włączcie tą :D KLIK)
 - Stella, co tu robisz? Wybierasz się gdzieś? – zapytał. Znowu pośpiesznie naciskałam ten cholerny guzik, ale drzwi nawet nie drgnęły. Moje dłonie zaczęły się trząść, a w głowie dudnić pojedyncze zdania Lou: Chciał się zabić… chciał się zabić… przez ciebie… nadal kocha Alexis. Zacisnęłam mocno powieki, ale łzy i tak wygrały i popłynęły ciurkiem po moich policzkach.  Nie mogłam w te wszystkie słowa uwierzyć. Po raz kolejny nacisnęłam z desperacją guzik, ale jak znowu się nie otworzyły drzwi walnęłam z całej siły pięścią o ścianę. Poczułam jak przez całą długość mojej dłoni rozchodzi się bolesny prąd i pojawia się krew od zadrapania. Hazz stał tam jak zahipnotyzowany. Kiedy chciałam powtórzyć czynność złapał mój nadgarstek tak mocno, że cicho pisnęłam.
- Co się stało?! Dlaczego się tak zachowujesz?! Rany, Stella! – potrząsł mną. Nie odpowiedziałam mu na to pytanie.
Zapadła chwilowa cisza, ale on nadal zaczął brnąć w swoje śledztwo.
- Co się stało?! – zrobił tajemniczą minę, aż nagle spoważniał.
- Nie dotykaj mnie. – odtrąciłam jego dłoń z moich ramion.
- Co znowu jest z tobą nie tak?! – jego zmarszczki na czole jeszcze bardziej się pogłębiły.
- Możesz się do mnie nie zbliżać ani teraz, ani nigdy? – westchnęłam. Nie mogłam uwierzyć w swoje słowa.
- Hahahaha, nie rozśmieszaj mnie. Przecież ty nie wytrzymasz beze mnie, Stell. – uśmiechnął się niezbyt pewnie swoich słów, kiedy ujrzał następną turlającą się łzę po moim policzku.
- Wytrzymam. Nie chce cię już nigdy więcej widzieć. Po tych czterech latach zrozumiałam, że mi się znudziłeś. – jebana masochistka, naprawdę nią jestem.
- Nie kochasz..mnie? Wiem, że nadal darzysz mnie uczuciem. Wystarczy, że moje wargi dotkną twoich ust, a twoje ciało samo reaguje. – zaciągnęłam się głęboko jego zniewalającym zapachem, kiedy Harry przycisnął nasze ciała do ściany obok windy.
- Nic nie czuję, to twoja wyobraźnia, która uważa, że tak jest. – wyszeptałam. Intensywność jego spojrzenia zapierała mi wdech w piersiach. Jego nos delikatnie błądził po moim policzku. Czułam jak tracę siły. Co on ze mną wyprawia?
Czułam jak moje bojowe nastawienie maleje, pod wpływem jego dotyku, jego ust, które muskają moją dolną wargę.
- Wiem, że jest inaczej… - przymknęłam lekko powieki, kiedy jego usta nadal muskały skórę mojej twarzy. Obezwładnił mnie tymi słowami. Jego dłonie delikatnie przejeżdżały po moich plecach wywołując łagodny dreszczyk.
Chwyciłam jego szerokie ramiona i wpiłam się w jego usta. Ciemne loki kochanka łaskotały moją twarz. Całowałam go. Mocno. Mój język między jego wargami. To wszystko działo się tak szybko. W pewnym momencie oderwałam się niechętnie od niego. Uczucie, które we mnie dudniło, nie dawało mi spokojnie opanować oddechu.

Złapałam jego ramiona i odciągnęłam go od mojego ciała. Stał tam jak zbity z tropu.
Musiałam zagrać. Wytarłam przy nim, jak gdyby z obrzydzenia usta rękawem od płaszcza i spojrzałam na jego zszokowane zielone tęczówki.
- Nic nie czuje. Nie myślisz, że dziecinna miłość może zajść aż tak daleko? – zakpiłam.
Milczał przez kilka dłuższych sekund.  
- Zabawiałaś się mną? – jego twarz zasnuta była frustracją.
- Chyba ci to już udowodniłam.
- Nie wierzę. Nie wierzę, że zacząłem zmieniać o tobie zdanie. Nie wiedziałem… - wysyczał przez zaciśnięte w złości zęby.
- Zmieniłam tobie wyobrażenie o mnie? – chyba właśnie moje serce pękło w pół.
- Nie martw się już się do ciebie nie zbliżę, a jeśli ty to zrobisz.. Nie ręczę za siebie. – winda się otworzyła. W duszy przeklinałam ten dzień, Louisa, wszystko.  Obraz Stylesa schował się w momencie zsuwającej się windy.

*************************************************



~ jeśli przeczytałaś/eś zostaw komentarz ;)


niedziela, 22 grudnia 2013

6. Nie chcę żeby cierpiał.

Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku życzę Wam dużo uśmiechu i spełnienia marzeń. Żeby następny rok był udany <3 

Następna notka w czwartek <3 

*******************************************************


Ułożyłam wygonie swoje drobne ciało, leżąc na brzuchu w mojej kochanej i przytulnej sypialni. Mogłabym tak zostać naprawdę całą wieczność. 
Gwałtownie odwróciłam głowę, kiedy usłyszałam wibrację mojego telefonu. Mruknęłam z niezadowolenia i leniwie przysunęłam się do szafki, na której leżało urządzenie. Spojrzałam na szybkę tego małego cudeńka: wiadomość od Louis.


Zwlekłam się z mojego królestwa i już bez tych głupich przebieranek zaczęłam się kierować w piżamie do tego głupka.  Otworzyłam drzwi i bez pukania weszłam do jego komnaty. Hah, komnata.
Razem z chłopakami siedział przy stoliku w kuchni.
- Co chciałeś? – spytałam oschle krzyżując ręce na piersiach.
- Przecież ja nic od ciebie nie chciałem. – oznajmił zaskoczony. Że, co?


- Wysłałeś mi wiadomość, że… - przerwałam, kiedy do pomieszczenia wszedł Harry w samych bokserkach. No ludzie, chyba przestałam oddychać!

- Witaj Stello. – uśmiechnął się, jak cwany lis. Podszedł do stołu i nalał sobie pomarańczowego soku do szklanki, po czym szybko ją wypił.
Ten głupkowaty uśmieszek nie schodził mu z tej hipnotyzującej twarzyczki.
Westchnęłam, bo wiedziałam już, kogo to sprawka z tą wiadomością i zaczęłam się kierować do wyjścia. Jednak nie poszło to tak łatwo, jak sobie to wyobrażałam.  
Stałam już przy samych drzwiach, już miałam je otwierać, gdy usłyszałam z tyłu za mną kroki. Mój instynkt sam zareagował i się odwróciłam. Policzki oblały się rumieńcami, kiedy go ujrzałam. Przede mną stał nadal pół nagi Hazz. Boże człowieku, idź się ubrać.
- Nie zostaniesz na śniadanku?
- Nie. – odpowiedziałam niemal natychmiast i wyszłam pośpiesznie z apartamentu. Serce waliło mi, jak dzwon. Dlaczego nadal tak reaguje?
         Weszłam do mojej sypialni i rzuciłam się na łóżko. Nadal nie mogłam dojść do siebie. Te pocałunki i to wszystko. Co to w ogóle ma być?!
Muszę się nie poddać, może na tym polega ta jego gra? Że chce wzbudzić we mnie jeszcze większe uczucia niż mam teraz? Może to, dlatego mnie całuje i tak postępuje.
 Usiadłam po turecku na mojej wygodnej pościeli i przeczesałam z dwa razy moje loki.
Postanowiłam, że zmienię coś w sobie i wyprostuje włosy. Wyciągnęłam z mojej torby podróżnej urządzenie i podłączyłam pod prąd.
- Co robisz? – w progu drzwi stała Caroline. Opierała się jedną ręką o futrynę.
- Chce wyprostować włosy. – przegryzłam wargę spoglądając w lustro.
- Pozwól, że ci pomogę. – kazała mi usiąść przy toaletce. Wzięła do dłoni kosmyk moich włosów i zaczęła delikatnie przejeżdżać urządzeniem po całej ich długości, przez co poczułam dreszcze przejeżdżające po całej długości mojego kręgosłupa.
- Ty i Harry, coś między wami jest? – spytała po chwili.
- Nie, przecież wiesz, że on kocha Alexis. – wydęłam usta.
- Wczoraj po koncercie przyszedł tutaj i wypytywał o ciebie, ale ty już spałaś. – zakrztusiłam się. Co, kurwa?!
- Mówił, co chce? – zaraz dostanę apopleksji.
- Nie, nie chciał powiedzieć. Myślałam, że kochasz swoje loki. – zobaczyłam jej uśmiech w odbiciu lustra.
- Chcę w sobie coś zmienić. -  znów przegryzłam dolną wargę. Co jest ze mną nie tak?
- Coś się z tobą dzieje od kilku dni i nic mi nie mówisz, pipo! – oo już się zaczyna. Dobrze, że już skończyła mi prostować włosy, bo zaczęła machać tą rozgrzaną prostownicą, jak wariatka.
- No, bo… Harry chyba wypowiedział mi wojnę, a ja nawet nie wiem, o co tak na prawdę chodzi. – stwierdziłam ze złośliwością godną prawdziwego mistrza w tej dziedzinie.
- Jak to wojnę?! – jej oczy prawie wypadły z orbit. Weź daj mi dokończyć!
- Właśnie nie wiem. Jak mnie pocałował to mnie poinformował.
- Pocałował cię?! I ja kurwa nic nie wiem?! – złapała mnie za ramiona i zaczęła trząść. Zaraz się porzygam normalnie.
- No tak… weź… mną nie trząś. – no dobra przestała, ale jej wzrok chyba wbił się w moją twarz.
- Jak to się stało?!- wycedziła. No i się zaczęło.
- No normalnie. W zasadzie to nie normalnie… - przegryzłam po raz kolejny w tym dniu wargi.
- Jak mogłaś to zataić! – zabrała z mojego łóżka poduszkę i zaczęła mnie nią uderzać. Ale dzikuska, o ludzie!
- Tak?!  To ty teraz mów jak tam z Zaynem? Ostatnio często spędzacie ze sobą czas. – zaczerwieniła się i zaczęła powoli wymykać się z mojego pokoju.
- Halo! Carl! – pobiegłam szybko za nią. Kiedy wybiegałam zza zakrętu w salonie siedział Louis.
Miał na sobie tą swoją luźną niebieską bluzę i szare spodnie dresowe.
- Co tu robisz? – szybko wyrzuciłam z siebie słowa.
- Usiądź. – jego mroczna aura zaczęła obejmować całe pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy.  O mój Boże, mam nadzieję, że mnie nie zabije.
Zrobiłam tak jak poprosił, albo rozkazał. Sama już nie wiedziałam, co to było.
Przeskanował mnie swoimi niebiesko-zielonymi oczami i zaczął nawijać.
-  Mam  do ciebie prośbę Stell. – wytrzeszczyłam szerzej oczy.
- Jaką? – zaczęłam bać się tej rozmowy.
- Mogłabyś, dać spokój Harr’emu? Po prostu nie chce żeby cierpiał, jak ty zaczniesz się wtrącać w jego życie. – siedziałam tam jak sparaliżowana, a serce waliło mi jak młot. Co on gada?
- Co ty powiedziałeś? – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Nie chce żebyś miała jakąkolwiek styczność z Harrym, Stella.
- Przestań. – powiedziałam płaczliwym tonem.
 

 

piątek, 20 grudnia 2013

5. Pocałunek?

Chce tylko coś ogłosić. 
Jeśli komuś się nie podoba sposób w jaki pisze to niech po prostu tego nie komentuje i nie czyta moich wypocin.Każdą opinię biorę na swoją klatę i bardzo się z nimi liczę. (Jeśli chodzi o opowiadania). Jest to moje hobby i będę to kontynuowała, czy komuś się to podoba, czy nie.
To tyle, co miałabym do dodania. 

--------------------------------------

- Co tu robisz? – spytał, Hazz przełamując tą głuchą cisze, która zaczęła mnie zresztą irytować.
 Podeszła bliżej nas posyłając mi przy tym zabójcze spojrzenie. Gdyby jej oczy zamieniły się w karabiny padłabym martwa.
- Widzę, że dobrze się bawisz beze mnie. – w końcu spojrzała na niego, a kiedy była już naprawdę blisko wyciągnęła rękę i przejechała opuszkami palców po jego hipnotyzującej twarzy. Wywróciłam z obrzydzenia oczami. Wypierdalaj z tymi łapami, ździro!
- Możesz mi powiedzieć, co tu robisz? Najpierw dajesz mi kosza, za każdym razem, kiedy się o ciebie staram, a teraz nieoczekiwanie zjawiasz się u mych stóp? – powiedział ochryple.
Zaczęłam się tam czuć, jak intruz. Chyba muszę ich zostawić samych.
- To ja pójdę..
- Nigdzie nie idziesz. – spojrzał na mnie, jak bym była winna zaistniałej sytuacji. Sam widok tej przebiegłej kukły mnie wkurwia.  
Ciężko westchnęłam i wróciłam do mojej wcześniejszej pozycji. Oh ludzie, mam już tego dosyć..
- Nowa zdobycz, Hazz? – idź się utop. Przegryzłam lekko wargę, kiedy chłopak o burzliwych lokach pokręcił przecząco głową.
- Nie, ale ja jej… ufam. – że co?!
- Cóż, szybko się mną znudziłeś. – bąknęła nadal wtapiając się w niego tymi spleśniałymi oczyma. Zaraz się porzygam. 


- Kto powiedział, że znudziłem? Męczyło mnie to ciągłe odrzucanie, kochanie. – uśmiechnął się szyderczo. Chyba sprawiało mu to niezłą satysfakcję, jednak domyśliłam się, że tylko gra. On ją nadal kochał..
- Oh.. Dobrze wiem, że wrócisz do mnie Hazz. Nadal mnie tak szaleńczo kochasz.  Może teraz zgrywasz przy niej twardego, ale ja wiem, że nie długo przyjdziesz z podkulonym ogonem i będziesz mnie błagał o wybaczenie. – musnęła ustami lekko jego policzek.
- Do zobaczenia. – kiedy zniknęła z naszego pola widzenia podniosłam lekko głowę i poczułam nagłą potrzebę jak najszybszego oddalenia się.
- Mo… może już chodźmy. – Ciarki zaczęły się budować w moim środku, kiedy spojrzał na mnie tym zimnym, bez uczuć wzrokiem. Gdyby nie był taki zimny, może by mi się to podobało. Ale nie podobało mi się to.
- Ta.. – bąknął i wyminął mnie. Uff… łap oddech.
        Przebieranie i te sprawy poszły naprawdę szybko, kiedy dojechaliśmy na miejsce.
Jeszcze drobne poprawki i mogą iść na scenę.
- Chłopaki jeszcze trzydzieści minut! – krzyknął ktoś w oddali. Wszyscy odstrojeni i ten zapach bijący od Harrego. Chłopie, działasz na mnie urzekająco.
- Nie dotykaj mnie… - wydukał, kiedy chciałam mu poprawić kołnierzyk.

- Chciałam tylko.. 
- Nie wyraziłem, się jasno?! – krzyknął tak głośno, że wszyscy zgromadzeni w pomieszczeniu zaczęli przeszywać mnie ciekawskimi oczyma. Zmarszczył brwi z niezadowolenia i wyszedł.
- Przestaniesz na niego naciskać, Stella? – wycedził przez zaciśnięte zęby Louis.
- Ale ja nic nie zrobiłam. – chciałam się bronić, ale on nie dawał za wygraną.
- Masz tu kasę i jedź do apartamentu.  Nie mam zamiaru z twojego powodu pokłócić się z przyjacielem.  – że, co kurwa?  Wręczył mi do dłoni spory plik pieniędzy i oddalił się kawałek.
Podeszłam do niego tak szybko, jak ode mnie odszedł. Rzuciłam mu w twarz te kasę. Udław się chuju.
- Nie potrzebuje twoich pieniędzy. Przeproś za mnie Harrego, jeśli coś źle zrobiłam. Na razie – wycedziłam wszystko przez zaciśnięte w złości zęby i wybiegłam z tego cholerstwa.
Wyszłam tylnymi drzwiami żeby mieć po prostu bliżej na przystanek autobusowy, jednak w połowie drogi zauważyłam sylwetkę chłopaka z ciemnymi, kręconymi włosami, który kierował się w moją stronę. Harry.
- Gdzie idziesz? – spytał już przyjaźniejszym tonem.
- Do domu, jestem tu zbędna, więc idę. – zmusiłam się do grzeczniejszego tonu.
- Nie idziesz. – popchnął moje ciało lekko do ściany i przywarł swoim ciałem do mojego. Próbowałam się wysmyknąć z jego mocnego uścisku, jednak był silniejszy. Przez kilka dłuższych sekund wpatrywaliśmy się w siebie bez słowa. Cały czas czułam jego zapach, był tak blisko, że zaczynałam coraz ciężej oddychać. Zawał, chyba przechodzę zawał!
Przez chwilę w jego oczach rozbłysło rozbawienie i uśmiechnął się.
- To jest zabawne, jak działam na ciebie. – zaczerwieniłam się lekko i poczułam jak moje delikatne ciało zaczyna się trząść. Nie ze strachu, tylko z tego cholernego pożądania. Tak bardzo go wtedy pragnęłam.
- Puść mnie… proszę.. – mój głos wydawał się niemal błagalny. Harry, nie puszczaj mnie!
- Jesteś taka niewinna… - powoli, bardzo powoli przejechał dłonią po mojej talii, przez co poczułam ciarki i to, jak moje kruche ciało budziło się do życia pod wpływem jego dotyku.
Przymknęłam lekko oczy, kiedy jego twarz zaczęła bardzo powoli zbliżać się do moich warg. Ciśnienie momentalnie mi podskoczyło, kiedy jego gorący oddech oplótł całą moją twarz. 
W pewnym momencie pełne usta Harrego przywarły do moich.
 Były takie ciepłe. Ten łagodny pocałunek zmienił swój bieg, kiedy prześlizgnął się językiem przez moje lekko zaciśnięte zęby.
Obiegł delikatnie mój język, by za chwilę ponownie i z podwojoną siłą wpić się w moje usta. Jego ruchy były łagodne, a zarazem gwałtowne.
Moje serce waliło tak mocno, że przysięgam, że nawet Hazz też je musiał usłyszeć. Jego dłonie oplotły moją talię. Moją głowę delikatnie popchnął  w bok, by móc całować nagą skórę mojej szyi.
Moja klatka piersiowa ciasno przylegała do jego wyrzeźbionego torsu.
-  Wykończę cię sobą… - oddech ugrzązł mi gdzieś w gardle, kiedy usłyszałam czyiś głos w tle korytarza.
- Harry, na scenę! – na szczęście był to jeden z jego ochroniarzy.
Powoli wysunął dłonie z tego zapierającego w płucach uścisku.
Pochylił lekko głowę by wyszeptać w moje ucho trzy słowa, które zatrzymały pracę mojego serca.
- Gra się zaczęła. 

środa, 18 grudnia 2013

4. Spotkanie

No to następny rozdział ukaże się za dwa dni :D
Miłego czytania ;3


-----------------------------------------------------------------

Czułam się beznadziejnie i wykończona emocjonalnie.
Po mojej głownie nie siedział nikt inny tylko Harry.
Moja kochana przyjaciółka męczyła mnie tymi beznadziejnymi pytaniami, a ja na serio nie chciałam nawet o tym wspominać. Z jednej strony to dobrze, że się o mnie martwi, jednak teraz działała mi tym na nerwy.
                Zdążyłam się wygodnie ułożyć na tej cudnej, skórzanej i bardzo wygodnej sofie, kiedy ta natrętna wiedźma znowu pojawiła się w zasięgu mojego wzroku.
- Powiesz mi, co się stało?! – odwróciłam się tyłem od niej. Czy ona nie widzi, że nie chce o tym kurwa gadać?!
- Halo! Stella! Nie udawaj, że śpisz, kiedy wiem, że tak nie jest! – rzuciła we mnie pilotem od plazmy, który wylądował na mojej głowie. Zabolało!
- Ała! Weź idź się przejdź! Nie dajesz mi spokojnie myśleć! – syknęłam pocierając ręką obolałe miejsce.
- Był tu wczoraj Harry?! Dlaczego mi nic nie powiedziałaś?! Dlatego wczoraj tyle wypiłaś?! – a weź wypierdalaj!
- No był! A teraz z łaski swojej daj mi kurwa ten spokój! – tym razem wstałam i ruszyłam do swojej sypialni. Otworzyłam drzwi od garderoby i założyłam na siebie białą bluzę i spodnie z obniżonym krokiem. Zawsze je zakładam do biegania. Wyciągnęłam z walizki i-phona i biało pomarańczowe air maxy, po czym wyszłam na korytarz, z którego wynurzyła się Wiśnia.
Rany, wkurwia mnie.
- Stella, nie bądź zła. Po prostu martwię się o ciebie. – złapała mnie delikatnie za ramię.
- Nie jestem zła. – bąknęłam i wyminęłam ją.
- Jak nie chcesz mówić to nie mów. – ta teraz mi to mówi?
Zamknęłam z hukiem drzwi i pośpiesznym krokiem podeszłam do windy.
- Stella? – odwróciłam się. Przede mną stała piękna blond dziewczyna. W ręku trzymała notes i kawałek materiału.
- Tak, znamy się? - fuknęłam pod nosem i założyłam ręce na piersiach.
- Lola, stylistka chłopaków. Ale wyrosłaś! – przytuliła mnie.
- Oh, pamiętam! – kiedyś z nią się przyjaźniłam. Nawet zabierała mnie do ich garderoby. Pamiętam tą adrenalinę jak mięli się przebierać. Awww…
- Może ty mi pomożesz wybrać stroję na ich jutrzejszy koncert? Harry się wścieka, a reszta chłopaków, eh… nawet szkoda gadać..   – nie zdążyłam odpowiedzieć, a niebieskooka pociągnęła mnie w stronę windy i nacisnęła guzik.
                Garderoba prawie w ogóle się nie zmieniła. Jak zwykle wszędzie ubrania, buty i znowu ubrania. Oczywiście markowe. Ja pierdole, nawet ja nie mam tylu ubrań. 
- O w końcu, co się stało, że raczyliście odwiedzić nasz mały burdeliks ? – spojrzałam za siebie. Oh kurwa, chłopacy, Harry!
- Co ona tu robi?  - zapytał oschle. Ja, spierdalam!        
- Pomaga mi, a co? – zamrugała kilkakrotnie. Ona chyba nie wie, co się stało cztery lata temu. Wiem, jednak, że jej kurwa nie lubiła jak ja! Masz u mnie plusa, kocico!
- Zacznijmy przymierzanie, bo chce mieć to za sobą. – ściągnął czarną podkoszulkę, odsłaniając przy tym swój nagi, wyrzeźbiony tors. Dopiero wtedy ujrzałam te wszystkie tatuaże na jego ciele. Miał ich na prawdę sporo. 



- Co mam założyć? - zapytał oschle. 

- Stella, ty ubierasz Harrego i Liama. Ufam ci. Ty zawsze miałaś super styl. – posłała mi przyjemny uśmiech. Tak mam styl, ale kurwa tylko jak idę na randkę, a nie na koncert, gdzie będzie się patrzeć chuj wie ile osób. Spojrzałam jeszcze raz na rozebranego Hazzę. Daję słowo, że gdybyśmy zostali tu sami nie okiełznałabym swojego pożądania.
- Przestaniesz się w końcu na mnie gapić i przegryzać usta? Okiełznaj swoje fantazje i bierz się do roboty. – Jak, kurwa, jak?! Poczułam jak się czerwienie. Jeszcze trochę i cię tu zgwałcę.  
- Załóż to… - podałam mu czarne rurki i białą koszulę.
- Zaraz… Dam ci dodatki. – wymamrotałam niewyraźnie. Kurwa, ale jesteś podniecający.
Podeszłam tym razem do Liama, który tak samo jak on był w samych bokserkach. Awww.. to chyba koszmar. Hej ty tam na górze! Testujesz chyba moją wytrzymałość ?!
- Nie denerwuj się tak. Nie jestem nagi. – uśmiechnął się nieśmiało. Podałam mu granatowe rurki i czarną koszule. Co, chwilę się odwracałam by zobaczyć, chociaż jeszcze raz skrawek jego ciała. Był akurat odwrócony tyłem do mnie, ale widziałam jego odbicie w lustrze.
 
Ponownie przegryzłam wargę. Aww, jest taki gorący.
- Hej, księżniczko! Podaj mi tę zapinkę. – Liam, kurwa nie teraz!
- Ach, przepraszam. – popsułeś mi widok, kurwa.
- Nic się nie stało. – zaczął zapinać kolejne guziki koszuli.
Zabrałam z pudełka ciemnobrązowe, skórzane buty, waniliową marynarkę i czarną muszkę, po czym szybkim krokiem podeszłam do Stylesa.
- Pr…proszę. – o nie… dłonie mi drżą.
- Dzięki… -  zaczął się zbliżać do mojej twarzy, bardzo powoli. Adrenalina zaczęła buzować w moich żyłach. Weź się odsuń, błagam!
- Okiełznaj swoje fantazje, Stello… - wyszeptał to tak cicho, że ledwo usłyszałam.
- C..c..co?  - wyjąkałam.
- Weź przestań gwałcić mnie wzrokiem. – o nie… wszyscy to usłyszeli. Ale siara! Zaraz zapadnę się pod ziemię.                                                                                                                                  
- Hahaha, ale jesteś żartowniś Hazz! Idę do łazienki. – szybkim krokiem wyszłam z pomieszczenia. Było mi tak bardzo gorąco, że aż rozsadzało mnie od środka. W tym momencie myślałam tylko o zimnej wodzie, która utula moją twarz.
- Gdzie ty idziesz? – Harry?! Co on tu kurwa robi?! Idź się przebieraj!
- Mówiłam, idę do łazienki… - uśmiechnął się pod nosem. Z czego on się cieszy?!
- Łazienka jest  zaraz obok tego dużego lustra, gdzie gwałciłaś mnie wzrokiem jak się przebierałem. – Osz szlak! Serio, jestem kurwa wariatką.
Serce przywarło mi do gardła, kiedy zaczął iść w moją stronę, ale poczułam lekkie rozczarowanie, jak w pewnym momencie się zatrzymał.  Jego wzrok spoczął gdzieś ponad moim ramieniem. Odwróciłam się żeby zobaczyć, co go tak bardzo zainteresowało.
- Alexis… - jedno imię, jedno słowo, a rozerwało moje serce na milion drobnych kawałeczków.