czwartek, 3 kwietnia 2014

24. Skrzywdzisz ją...

JEŚLI CZYTASZ, PROSZĘ ZOSTAW KOMENTARZ. NIE ZABIERA DUŻO CZASU A MOTYWUJĘ DO DALSZEJ PRACY :)

            Martwiłam się i to cholernie. Wiedziałam, że jak zostawimy Harrego i Louisa samych to może coś się stać. Może nawet mogą się bić?! Rany, tylko nie to!

            Dyskretnie wymknęłam się dziewczyną i powędrowałam do loży dla vipów. Słyszałam dość wyraźnie stanowczy głos Harrego. Kłócili się.
- Nie, nie zostawię jej. Louis ty nic nie rozumiesz, ja ją…
- Nie! Gówno mnie to obchodzi! Teraz to ty mnie słuchaj. – Tak, moje domysły były jednak prawdą. Chciałam tam wejść i ich uspokoić, ale zatrzymałam się w połowie. Byłam tak bardzo ciekawa, o czym rozmawiają, że stanęłam nieopodal i zaczęłam ich podsłuchiwać.
- Myślałem, że to ona cię skrzywdzi i próbowałem cię trzymać z dala od niej. Bałem się, że będziesz cierpiał tak jak wtedy, kiedy zostawiła cię Alexis. Byłem nawet skłonny odesłać ją do domu, ale teraz już wiem. Popełniłem jeden niewybaczalny błąd. Wiesz, jaki?! – Zapadła chwilowa cisza. - Powinienem ją chronić przed tobą. Teraz wiem, że to ona będzie cierpiała, a nie ty!
- Mylisz się! Nie będzie, zrobię wszystko…
- Zrobisz wszystko, żeby ją nadal krzywdzić! Harry ratuje cię to, że kocham cię jak brata i jesteśmy z jednego zespołu, ale to co teraz robisz może to zepsuć. Co ja kurwa mówię?! Nie taka była umowa! Żadnego umawiania się z siostrami i chuj wie, czym, co jest związane z rodziną kogokolwiek z zespołu! - krzyknął.
- Wiem Lou, wiem. Mi na niej zależy – słyszałam jego urywane westchnięcie.
- Zależy?! Kurwa stary, czy ty siebie słyszysz?! Narobiłeś jej gównianej nadziei, pierdoliłeś się z Alexis, chociaż to jedno rozumiem, bo przecież z nią jesteś i będziesz miał z nią dziecko. Powiedz mi tylko jedno, po chuj narobiłeś jej nadziei?! Wiesz, co ona będzie teraz przeżywała, jak się dowie, że Alexis jest…
(Czas na piosenkę :D KLIK)
- że jest… w ciąży? – wyszeptałam, dławiąc się już gulom uformowaną w gardle.
- Stella?! Skąd o tym wiesz?! – spytał przerażony chłopak, którego tak bardzo kochałam, że byłam w stanie oddać za niego nawet swoje całe życie. 
- Przed chwilą, nie chciałam podsłuchiwać. – spuściłam wzrok w roztrzęsione dłonie.
- Wiedziałem, że tak będzie. Przeczułem to, kurwa – wysyczał rozwścieczony, Louis.
- Louis, możesz nas zostawić? – zapytał drżącym głosem, Styles.
- Nie, kurwa jeszcze gorzej ją zranisz.
- Zostaw nas, samych. Nie martw się… o mnie – przełknęłam z ledwością ślinę. To chyba jakiś chory żart.
- Stella, czy ty siebie słyszysz?! Jak mogę cię zostawić samą z nim jak cię zranił?! – kurwa, jaki on uparty. Weź idź w końcu!
- Idź, proszę.. – spojrzałam na niego. Jaki z niego się zrobił opiekuńczy braciszek, o losie.
- Dobra, ale jak coś to jestem za rogiem. – spojrzał się z pod byka na Stylesa, po czym wyszedł.
            Zostałam z nim sama. To było dziwne, nie chciałam na niego patrzeć, brzydził mnie. Dobiła mnie świadomość, że te same ręce, te same usta, każdy najdrobniejszy jego szczegół dotykał tej suki to aż ściska mi się w żołądku.
- To nie tak jak myślisz. Tylko raz się nie zabezpieczyliśmy… kurwa mać! – Głos miał schrypnięty. Wyobrażałam sobie jak jej musiał dotykać, pieścić… Nie idiotko, przestań o tym myśleć! – Stello, gdybym mógł cofnąć czas. Proszę cię, spójrz na mnie.
            Nie mogłam, nie chciałam, nie potrafiłam. Wiedziałam, że w chwili, kiedy na niego spojrzę rozpadnę się na milion drobnych kawałeczków i wybuchnę płaczem. To po prostu zbyt wiele. W jednej chwili mój świat ogarnął chaos. Fakty z ostatnich chwil odbijały się w mojej głowie niczym echo :

Skrzywdzisz ją…
Pieprzyłeś się z Alexis i będziesz miał dziecko!
Zależy mi na niej…

 Mógł od niej odejść, właśnie… mógł, ale tego nie zrobił, bo nie chciał.
            Gdy poczułam jego drżącą i niepewną dłoń wokół mojego nadgarstka poczułam jak pali mnie skóra, jakby oparzył mnie ogień. Szybko wydostałam rękę z jego uścisku. Usłyszałam jak z przerażenia wstrzymuje oddech.
- Od dzisiaj… od dzisiejszego wieczoru nie chce cię widzieć – Moim ciałem wstrząsnął bolesny deszcz.
- Co? – wyszeptał.
- Wierzyłam, że może coś z tego będzie, wierzyłam. Modliłam się żebyś mnie w końcu pokochał. To było moje marzenie, od kiedy cię zobaczyłam. Dla mnie, gdy na ciebie patrzyłam… ja byłam w stanie… porzucić własne życie, tylko dla ciebie i teraz to wiem – Zakryłam twarz w dłoniach.
- Nadal możemy być razem, chce być z tobą, Stella – zrobił niepewnie krok w moją stronę, ale jak zauważył, że kręcę głową, aby do mnie nie podchodził, zaprzestał dalszych ruchów.
- Przestań, jedyne racjonalne wyjaśnienie jest takie: Czy jesteś pewny, że to będzie twoje dziecko? – pytam ostro. Zerkam w górę i widzę, że jego twarz wykrzywiona jest w złości i Bóg wie, czym jeszcze.
- Przepraszam, ale myślę, że tak. Ja cię… Stello… ja… - Niemal jak na dłoni widzę bitwę, toczącą się w jego zielonych oczach.
- Teraz jestem pewna, wszystko zaczyna się układać. To jak mnie olałeś, kiedy praktycznie do czegoś doszło, kiedy całowałeś mnie w ukryciach i wykorzystywałeś uczucia.. Wszystko już rozumiem. Miłość nie zawsze idzie w parze ze szczęściem. – wytarłam turlającą się po moim policzku łzę.
- My nie jesteśmy razem… - mówi, a jego głoś jest smutny i niski. Wszystko zaczęło wirować. Wiedziałam jak dłużej tu zostanę wybuchnę płaczem.
- I mam nadzieję, że nie będziemy. Gratulację, tatusiu! – wydarłam się i biegiem opuściłam lożę, a potem klub. Na parkingu obok tego budynku zauważyłam taksówkę, do której szybko wsiadłam.
- Nic pani nie jest? – zapytał zaniepokojony staruszek. Odwróciłam się i zauważyłam wybiegającego Stylesa. Rozglądał się w poszukiwaniu, zapewne mnie.
- Niech pan rusza! – krzyknęłam z przerażeniem. Nie chce go już widzieć.
- Ale gdzie?
- Przed siebie, gdziekolwiek! Szybciej! – Pojazd ruszył, a ja odetchnęłam z ulgą.

            Nie miałam gdzie się podziać. Wszyscy byli na imprezie z okazji moich urodzin. Pewnie dobrze się bawili, a ja umierałam w środku. Dzisiejszy dzień jest koszmarny, zresztą każde moje urodziny się tak kończą. Zawsze na nich płaczę i to nie ze szczęścia.
- Gdzie panienkę zawieźć, już piąty raz okrążamy to miejsce – Spojrzałam w okno. Rzeczywiście nadal okrążaliśmy stare miasto.
- Ah.. przepraszam – Co ja teraz zrobię?! Spojrzałam na swoje roztrzęsione dłonie, gdy nagle w kieszeni mojej sukienki zaczął wibrować telefon.

50 nieodebranych połączeń między innymi od: Harrego, Louisa, Loli i Caroline, a nawet Nialla.
Szybko wyłączyłam telefon. Nie chciałam z nikim rozmawiać, potrzebowałam być sama.
- Proszę mnie zawieźć do jakiegoś niedrogiego motelu, proszę – wydusiłam w końcu.
- Co tylko sobie panienka zażyczy.


Harry POV:

- Ja pierdole, Harry! To wszystko twoja wina! – warczała na mnie Caroline.
- Przestań, oskarżeniami nic nie załatwimy. Miejmy nadzieję, że Stelli nic nie jest. Mówiłam ci Harry, zerwij z tą suką. Chuj, nie możemy teraz obarczać wszystkich winami. Musimy znaleźć Stelle. To jest teraz najważniejsze – stwierdziła Lola.
- Ona go tak bardzo kocha, jestem pewna, że gdzieś się teraz zaszyła – ciągnęła przyjaciółka dziewczyny.
- Caroline, uspokój się. Stella pewnie teraz musi wszystko przemyśleć. Ona cię kocha Harry, a fakt że będziesz miał dziecko z Alexis ją dobił. Musi po prostu ochłonąć. Miejmy nadzieję, że do jutra się odnajdzie – uspokajała stylistka.
- Ja nie chce tego dziecka. Nie chce dziecka z Alexis! Nie chce mieć w ogóle dziecka! – walnąłem pięścią o stolik. Na szklanej płycie rozeszła się rysa od uderzenia.
Spojrzałem na Louisa, który co chwile wydzwaniał do Stelli. To na nic. Wyłączyła telefon.
- Kurwa! – krzyknął.
- Louis, tak bardzo cię przepraszam… - wyszeptałem podchodząc do niego.
- Odpierdol się! Nawet do mnie nie podchodź. Jeśli coś jej się stanie, nie ręczę za siebie. Mogę odejść z zespołu, ale posłuchaj, po tobie nie zostanie kurwa nawet cienka nitka! – wyszedł z loży. Co ja kurwa zrobiłem?!
- Nie odejdzie, pójdę go uspokoić. – usłyszałem cichy głos niebieskookiej.   
- Nie mogę tak tutaj stać, idę jej poszukać – powiedziałem i pokierowałem się do wyjścia.
            Szybko otworzyłem drzwi klubu i zacząłem rozglądać się po ciemnej ulicy. Naprzeciwko klubu zauważyłem czarną furgonetkę pełną paparazzi. Nałożyłem bardziej czarny płaszcz na twarz i powoli się odwróciłem. Sekundę później zobaczyłem taksówkę, do której zdawało mi się, że wchodziła dziewczyna. Szybko zatrzymałem pojazd i wsiadłem do niego.  Usłyszałem trzask zsuwających się drzwi busa, z którego wysiadło około ośmiu fotografów. Taksówkarz spojrzał w tylne lusterko, a potem na mnie.
- Chyba mnie zauważyli – wyszeptałem naciągając bardziej materiał na twarz.
- Czy mi się zdaje, czy pan Harry Styles? – spytał niedowierzając.
- tak to ja, proszę jechać tam gdzie zawiózł pan pewną dziewczynę stąd wychodzącą. Wybiegła z płaczem, musi pan ją kojarzyć. To było naprawdę całkiem nie dawno – pokręcił lekko głową.
- To nie zgodnie z przepisami, panie Styles – odpowiedział grzecznie mężczyzna.
- Błagam pana, niech pan mi pomoże ją odnaleźć. Muszę ją spotkać żeby nie zrobiła niczego głupiego. Nie mogę jej teraz zostawić, błagam! – powiedziałem z desperacją w głosie, kiedy zauważyłem zbliżających się hien* . Taryfiarz głęboko westchnął, a po chwili dodał gazu i byliśmy na głównej ulicy kierującej w głąb miasta.

Stella POV:

            Dobrze, że miałam na karcie bankomatowej całkiem sporo oszczędności, bo ten hotel wyglądał mi bardziej dla jakiś bogaczy. Weszłam do windy, gdzie stał średniego wieku mężczyzna ubrany w czarny uniform.
- Które piętro, proszę pani? – zapytał.
- Czwarte – odpowiedziałam na wydechu. Kamerdyner wystukał kod w małym urządzeniu, po czym drzwi się zamknęły, a winda ruszyła w górę. Jej wnętrze było ciepłe i emanował spokojem.
Chwilę później drzwi się rozsunęły i znalazłam się w długim, przestronnym korytarzu.
- Dziękuję.. – wyszeptałam i wyszłam z windy. Chwilę później zostałam sama. Spojrzałam na kartę-klucz pokoju. 254. Kiedy szłam zauważyłam, że wszędzie wiszą obrazy, a podłoga wyłożona jest czerwonym dywanem. Spojrzałam na drzwi, na których widniały liczby: 254. To był mój pokój. Wsunęłam kartę w małe urządzenie, po czym drzwi się otworzyły.
            Wszędzie wisiały obrazy. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to ściana na przeciwko mnie przeszklona, która prowadziła na balkon z widokiem na miasto.
Po prawej stronie znajdował się supernowoczesny kominek ze stali, w którym już palił się łagodny ogień. Na lewo, przy drzwiach prowadzących pewnie do sypialni stał aneks kuchenny. Cały zrobiony z ciemnego drewna i barem śniadaniowym dla góra trzech osób, a po środku pomieszczenia stała sofa w kształcie litery L z małym stolikiem.
- Wooow… - udało mi się z siebie wydusić, kiedy podeszłam do panoramy. Było przepięknie. Opłacało się dać za pokój trzy tysiące dolarów. To połowa moich oszczędności, ale nie miałam innego wyjścia jak zapłacić za nockę w hotelu. Potrzebowałam spokoju.
            Weszłam do sypialni. Była naprawdę duża. Sięgające do sufitu okno wychodzące na rozświetlone miasto. Ściany kremowe, a meble blado brązowe. Ogromne łoże wykonane pewnie z szarego drewna z czterema kolumnami. Kiedy się odwróciłam ujrzałam małą komodę i drzwi, które prowadziły do łazienki wyłożonej kafelkami. W głębi stał ogromny prysznic, umywalka i muszla klozetowa, a naprzeciwko dwie ogromne szafki z ręcznikami i szlafrokiem, a nad nimi lustro. Pomyślałam, że się odświeżę i wezmę kąpiel.  Oczywiście długo mi to nie zajęło, więc założyłam firmowy szlafrok hotelu na nagie ciało i weszłam do salono-kuchni.
            Podeszłam nieśpiesznie i zaczęłam się przyglądać migoczącym światłą. Oparłam czoło o chłodną szybę, pomyślałam – co za ulga. Odwróciłam się tyłem i opadłam na podłogę. Pomieszczenie oświetlały pojedyncze halogeny na podwieszanym suficie.
            Harry ojcem? Nie mogę sobie tego wyobrazić. Wiedziałam, że Alexis to dziwka, ale on sam przyznał, że może być ojcem tego dziecka. Niech to szlak!
Moje usta wykrzywiały się z powodu ironii tej popieprzonej sytuacji.
W pewnym momencie moje myśli przerwały stanowcze i głośne uderzenia do drzwi. Pierwsze, o czym pomyślałam to kelner z jedzeniem. Recepcjonistka poinformowała mnie, że przyniosą mi kolację. Byłam głodna, więc nie myślałam o niczym innym jak o jedzeniu. Niestety, mój uśmiech pobladł, kiedy w drzwiach zobaczyłam Harrego. Przepływ adrenaliny, którą czułam jeszcze nie dawno znów powrócił.  Mój umysł zaczął sobie coraz boleśniej przypominać o słowach usłyszanych w klubie. Słyszałam jego ciężki oddech, który po chwili zmieszał się z moimi krótkimi wdechami.
- Stella! Cholera! Nawet nie wiesz jak się wszyscy o ciebie martwimy! – wydusił w końcu z siebie.
Skrzywiłam się, kiedy jego długie palce oplotły mocno mój nadgarstek ciągnąc go tak, że wpadłam w jego ciało. Byłam zarówno zaskoczona jak i zdezorientowana. Zacisnęłam mocno szczękę, kiedy moja prawa dłoń mocno wylądowała na jego policzku. Pod wpływem tak mocnego uderzenia odwrócił głowę w bok.
- Jak śmiesz?!Czy nie wyraziłam się jasno?! – wysyczałam przez zęby.


Hien*- Harry miał na myśli paparazzi XD

Jak obiecałam tak zrobiłam. Nowy rozdział. Mam nadzieję, że każdy z Was napiszę chociaż krótki komentarz, co myśli o tym rozdziale :)
Mam do Was ogromną prośbę
Uaktywniłam funkcję " OBSERWUJE" i chce aby każdy czytelnik tego boga kliknął, że obserwuje. To dla Was parę sekund, a dla mnie to wiele znaczy. Z góry dziękuję :_) 

Nowy zwiastun bloga Oficjalny :)



WASZ KOMENTARZ-MOTYWACJA DLA MNIE :)

Stella and Hazz <3



Następny rozdział niebawem :>

sobota, 1 marca 2014

23. Dziewiętnaste urodziny



JEŚLI CZYTASZ, PROSZĘ ZOSTAW KOMENTARZ. NIE ZABIERA DUŻO CZASU A MOTYWUJĘ DO DALSZEJ PRACY :)





**Trzy dni później**

Stella POV:

                To dziwne. Jest taki jeden dzień w roku, kiedy budzisz się o rok starsza. Ty się zmieniasz, a twoja codzienność stoi w miejscu. Czujesz jak byś od lat się nie zmieniał. Twoje życie codzienne jest takie samo, uczucia się nie zmieniają tylko twój wygląd przemija jak poranna mgła.
Dzisiejszego ranka obudziłam się, jako dziewiętnastoletnia dziewczyna nadal z tymi samymi marzeniami. Nadal marzyłam o nim… Moje życie nie zmieniło się tak jak myślałam. Może powinnam coś w nim zmienić?
                Wstałam z łóżka i powędrowałam do łazienki. Dzisiaj mam zamiar siedzieć w domu i rozkoszować się sofą, ogromnym kubkiem lodów  i filmami o miłości. Taki jest mój plan na dziś.
                Rozebrałam się i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Moja noga powędrowała na brodzik i chwilę później moje ciało utuliła ciepła woda. Sięgnęłam po ulubiony płyn i wcisnęłam go na moją dłoń, po czym nałożyłam na przemoknięte włosy. Delikatnie zaczęłam pocierać palcami o skórę głowy. Pomimo tego jak bardzo starałam się nie myśleć o Harrym zawsze jakoś przedzierał się przez moją głowę. Nie! Nie mogę o nim teraz myśleć. Od trzech dni się nie odzywał. Nie…
Wyszłam z łazienki owinięta jedynie szlafrokiem. Dobrze, że już jesteśmy w Londynie. Nienawidzę tych pokoi hotelowych. Wszystko, prócz hoteli…
Weszłam do kuchni i usiadłam przy wysepce.  Oparłam głowę o swoje splecione na niej dłonie. Mam urodziny, powinnam się cieszyć, więc dlaczego chce mi się płakać? Dlaczego umieram wewnętrznie? Westchnęłam.

Lola POV:

Chciałam zrobić niespodziankę dla Stelli i wcześnie wstałam, by przygotować tort. Jeszcze zanim wstała był on zrobiony. Nie jestem jakąś tam wykwalifikowaną kucharką, czy cukiernikiem, czy innym takim. Liczy się gest, nie?
                Specjalnie, kiedy było już wszystko gotowe posprzątałam żeby nic nie widziała, że było robione i zaniosłam tort do swojego pokoju. Gdy usłyszałam krzątaninę po kuchni od razu domyśliłam się, że to Stell. Ucieszona zabrałam z półki tort i ruszyłam do dziewczyny, ale to jaką ją spotkałam aż zakuło moje serce.
Była taka… smutna i bez życia. Jak się ma urodziny powinno się chodzić  w skowronkach, a ona wyglądała jak by uszło z niej życie. Zabije tego Harrego.
                Po cichu wycofałam się z pomieszczenia i wpadłam do siebie do pokoju. Od razu wykręciłam numer do tego dupka. Niestety nie odbierał. Powyrywam mu nogi przy samej dupie.
Nie mając innego wyjścia musiałam zadzwonić do tego imbecyla, co mnie zwolnił.
- Hallo.. – odezwał się. Nie, burknął.
- Nie miałam wcale ochoty do ciebie dzwonić, ale twoja siostra ma urodziny i myślę o tym, żeby zorganizować jakąś popijawę. Nie musisz się godzić.
- Skoro nie muszę się godzić to po co dzwonisz? – znowu to oschłe gadanie.
- Dobra, kurwa. Nie pracujemy razem, ale to nie znaczy, że..
- Spotkajmy się. Omówimy to… - wystrzelił nagle.
- Co?
- Spotkajmy się. Muszę z tobą porozmawiać. – chyba se jaja robi.
- My mamy o czym gadać? Jeszcze mamy? Dziwne, bo jakoś parę dni temu miałeś ochotę mnie zabić.
- Przestań i umów się ze mną. – powiedział z troską, albo dobrze gra.
- Dobraaa… gdzie? – zaraz serce mi pęknie z radości.
- Za godzinę? Tam gdzie zawsze? – znowu ta kawiarnia gdzie go wszyscy znają, o ludzie..
- Nie możemy iść gdzieś indziej? Mam dosyć znowu tych fotografów.- bo taka racja. Ciągle robią zdjęcia i każą ci gdzie masz patrzeć. Hahaha, po moim trupie. Nie będą mi mówić, co mam robić.
- Kawiarenka na rogu? Tam gdzie kiedyś pracowałaś? – Wooow i nawet pamięta gdzie pracowałam.
- Nie mam nic przeciwko, do zobaczenia. – to chyba sen. Chciało mi się wyć ze szczęścia, jak bym była nastolatką. Boże Lol…

Stella POV:

 Chyba czas się ubrać. Wstałam z miejsca i powędrowałam do mojej szafy. Dziwne, że jeszcze nie ma Loli. Pewnie ma inne rzeczy do roboty niż siedzenie ze mną.
Wyjęłam niebieskie rurki i ciemną koszulę w kratę. Nie będę się jakoś specjalnie stroić. Dla mnie to normalny dzień tyle, że kończę kolejne lata.
                W chwili, kiedy wyszłam na korytarz zauważyłam jak blondyna pośpiesznie zarzuca na siebie kremową kurtkę.
- Hej, coś się stało? – zapytałam.
- Nie, oczywiście, że nie. Nie długo będę. – podbiegła do mnie i pocałowała w czubek głowy. Coś musiało się stać, ale nie będę jej zatrzymywać.
                Po chwili zostałam sama w tym ogromnym jak dla mnie domu. Co mogłabym tu zrobić?
Wzięłam się za sprzątanie. Włączyłam radio, a w nim usłyszałam piosenkę chłopaków More Than This
Kocham tą piosenkę. Jest taka.. nie, nie mogę tego opisać słowami. W skrócie jest przepiękna.
                Kiedy już posprzątałam rozłożyłam się na wygodniej sofie i włączyłam TV. Pomyślałam- same nudy. Ale, kiedy miałam go wyłączyć zauważyłam wywiad z Harrym z przed paru dni. Oczywiście złapali go, kiedy wychodził ze szpitala.
- Powiesz nam coś więcej o tej dziewczynie, z którą byłeś widziany ostatniej nocy? Podobno byliście cali przemoczeni. Co z Alexis? Czy to już koniec? Słyszeliśmy, że jest tutaj w szpitalu, to prawda? – setki pytań. Nie ogarniam.
- Proszę mi dać spokój. Odpowiem na wasze pytania za dwa tygodnie na konferencji prasowej. Będziemy ogłaszać naszą trasę koncertową, więc odpowiem również na część waszych pytań. Teraz proszę mnie puścić. – nie! A jeśli chce im powiedzieć i mnie?! Jak to wyjaśnić. Jezuu!
                Złapałam za telefon i wykręciłam do niego numer. Oczywiście poczta głosowa. Nie no, po prostu super.
                Może zapominali o moich urodzinach. Położyłam się znów na sofie i zamknęłam oczy, nienawidzę takiego dnia.

                Kiedy się obudziłam usłyszałam dziwne szepty w przedpokoju. Wstałam i oczywiście musiałam sprawdzić, o co chodzi.
- Caroline? Jak ja Cię dawno nie widziałam! – rzuciłam się w jej ramiona.
- Przepraszam. Szykuj się . – spojrzałam na nią zdezorientowana.
- Co? Po co?
- Idziemy na imprezę. – zaczęła mnie popychać w stronę mojego pokoju.
Czuję, że to będzie długi dzień.

Harry POV:

- Nigdzie nie idziesz!- darła się już z drugiego korytarza.
- Przestań… Mam prawo decydować o sobie, Alexis. – zasunąłem kurtkę i zacząłem pakować do kieszeni telefon. Myślę, czy go może zostawić. Idę na imprezę i z telefonem? Włożyłem go do szafki z ubraniami. Był wyłączony, więc jeszcze lepiej dla mnie.
- Pewnie chcesz mnie zdradzić z tą dziwką-Stellą. Jestem tego pewna!
- Możesz nie urządzać mi tych beznadziejnych kłótni? Zawsze możesz jechać ze mną. Uparłaś się, że nie chcesz, więc nie jedź. Zadzwoń po koleżanki. – powiedziałem, kiedy spojrzałem po raz ostatni w swoje odbicie.
- No jasne, a ty będziesz mnie zdradzał!
- Kobieto, na jakim ty świecie żyjesz?! Możesz przestać?! Nie będzie mnie na noc. Nocuje u Louisa. – pocałowałem jej policzek i wyszedłem w końcu z tego koszmaru. Od czterech dni nic nie słyszę tylko: Alexis. 
Za każdym razem, kiedy mówię jej koniec ona coś wymyśla. Szkoda, że wpadliśmy. Gdzie ja miałem mózg?
                Przed hotelem stał już samochód. Gdyby nie pomoc moich ochroniarzy nie wyszedłbym stamtąd. Kocham moich fanów, ale to życie czasem bywa na serio ciężkie. Nikt nie widzi cię jako normalnego człowieka tylko, jako gwiazdę z milionami na koncie.
                Miałem się spotkać ze wszystkimi w najlepszym klubie w mieście. Dzisiaj przyjeżdża jakiś sławny didżej. W klubie będzie dużo osób i mnóstwo ochrony, więc żaden paparazzi się nie przeciśnie. Dla mnie są to same plusy. Mogę spędzić ze Stellą dużo czasu i nie muszę się bać, że nas zobaczą.
                Kiedy już wszedłem na górę, do specjalnej ,,loży’’ zauważyłem ją. Była przepiękna.
Jej czarne włosy były spięte, a czerwona sukienka dokładnie opinała jej ciało. Czułem jak moje serce przyśpiesza, gdy jej oczy spotkały moje.
To było coś nie do opisania.

Stella POV:

Przyszedł.
 Był nadal moim marzeniem, westchnieniem. To nie jest coś, co mogłabym opisać słowami. Był nieziemski.
- Witaj piękna. – jego wzrok wręcz mnie palił. Oddychałam z pozoru spokojnie, ale moje ciało nie reagowało jak chciałam. Moje nogi zaczęły się trząść, dobrze że były pod stołem.
- Myślałem, że nie przyjdziesz.. – odezwał się Louis. No czego się już burzysz?!
- Przyszedłem, chyba  że Stella nie chce żebym tu był to wyjdę.
- Nie, możesz zostać. – za szybko się poddaje. Stella, pamiętasz co było w hotelu?
Wypiłam dwie szklanki piwa i wstałam.
- Idziemy się zabawić? Ile można tu siedzieć? – powiedziałam, nie chce mi się tu siedzieć. W końcu jesteśmy na imprezie.
- Wy idźcie, a ja zamienię tylko słówko z Harrym. – o jenyyy…

- Tylko się nie bijcie. – ostrzegła przed zejściem na dół Lola. 




Następny rozdział niebawem.
Nie mam siły. Ledwo żyję O,o
Jeszcze szkoła od poniedziałku… Fajnie spędzę swoje urodziny
 >.<


                 

piątek, 21 lutego 2014

22. Nieoczekiwana wiadomość



JEŚLI CZYTASZ, PROSZĘ ZOSTAW KOMENTARZ. NIE ZABIERA DUŻO CZASU A MOTYWUJĘ DO DALSZEJ PRACY :)





Stella POV:  
Wparowałam do pokoju gdzie nocowałam z Lolą. Ze szlochem zbierałam ubrania i wkładałam do torby. Trzęsłam się i czułam, że rozlatuje się na drobne kawałeczki. Jak mogłam tak lekkomyślnie do tego wszystkiego podejść?! Przecież to było do przewidzenia.
Pieprzone serce!
- Hej! Co się dzieje? – usłyszałam głos blondyny, kiedy pakowałam ostatnie rzeczy.
- Pa…pakuje się. Poproszę Louisa żeby mi załatwił bilet na samolot. Lecę do domu. – usiadłam i schowałam twarz w dłonie. – nienawidzę siebie… jego… Pieprzone życie!

- Uspokój się i powiedź mi, co się stało.. – objęła mnie i delikatnie pogłaskała po głowie.
- No bo… ten… on.. i ja… - nie potrafiłam się wysłowić. Ta ogromna gula niemal podeszła mi pod samo gardło. Co to ma, do cholery, być?!
- Powoli… poczekamy chwilę i powiesz.

Harry POV:

Zaniemówiłem. Czy ona jest zdrowa psychicznie? Nie, już to udowodniła, ale jak może mnie tak szantażować?!
- Ty mnie szantażujesz? – zapytałem marszcząc brwi.  Mimo, iż byłem z nią to i tak kochałem Stelle. Nie chce być z Alexis. Teraz to wiem…- Ja Alexis… ja.. kocham.. – zacząłem.
- Wiem, że kochasz tą smarkule. Wiem o tym. Wszystkiego dowiedziałam się z pieprzonego brukowca. – otworzyłem szerzej oczy.
- Jakiego brukowca? Piszą o mnie i o Stelli w gazetach?! – wstałem i złapałem się za głowę. Daliśmy się przyłapać. Setki pytań zaczęło chodzić po mojej głowie, co teraz będzie?! Co ze Stellą?!
- Myślałeś, że wasz chory romans nie ujrzy światła dziennego? Przecież jesteśmy sławni, Harry. Oni tylko czyhają na skandal. Na szczęście wybroniłam nas z tego kryzysu. – w końcu na nią spojrzałem.
- Jakiego kryzysu? Alexis ja już nie chce z tobą być. Nie obchodzi mnie, co tam, kurwa, piszą. Dobrze wiesz, że to wszystko to jakaś pieprzona gra. Nie potrafię być już z tobą, zrozum. – w końcu powiedziałem wszystko. Pierwszy raz czuję się dobrze.
- Co?! Chcesz mnie zostawić?! Po moim trupie, Harry! Po naszym! Harry jestem w ciąży! Nie możesz mnie teraz zostawić! To jest twoje dziecko, Harry! – wykrzyczała mi prosto w oczy. Jak to… w ciąży… tylko nie to…
- Jak to… w ciąży? Jak to? Przecież… my… tylko raz… - próbowałem jakoś sobie to poukładać w głowie.
- O jeden raz za mało… Jestem z tobą w ciąży, czy ci się to podoba czy nie… - usiadła na łóżku i złożyła ręce jak rozkapryszony bachor, kiedy ja przechodziłem wewnętrzną bójkę.
- I wiedząc o tym wzięłaś pieprzone leki?! Jak możesz być taka bezmyślna?!
- To były leki nasenne, nie wiedziałam, że tak zadziałają.
- To chyba jakiś koszmar…
- Koszmar?! To, że będziesz miał dziecko jest koszmarem?! Nie możesz mnie teraz dla niej zostawić! Nie możesz, rozumiesz?! -  wrzeszczała, a ja starałem się ją uspokoić.
                Nagle do pomieszczenia wpadły pielęgniarki. Ogarnęła mną panika, kiedy dziewczyna wyrwała ze swojej ręki welfron. Jej krew zaczęła sączyć z ręki. Tak bardzo zacząłem się o nią bać, że moje słowa same wypływały z moich ust.
- Alexis, obiecuje!  Obiecuję, że cię dla niej nie zostawię, proszę…  - jeszcze nigdy nie byłem tak wzburzony i zmartwiony jednocześnie. Nie mogłem nawet zapanować nad sobą. To, co ona ze mną wyprawia jest nienormalne. Jeszcze dziecko?! Z nią?! To niedorzeczne.
- Panie Styles, proszę poczekać na korytarzu. – oznajmiła mi starsza kobieta z fartuchem. To jakiś horror.


Stella POV:

- Zachował się jak dupek… - wiedziałam, że mnie poprze. –ale… wiesz… z drugiej strony to także wiele wyjaśnia. – dodała po chwili.
- Co takiego? – spojrzałam na nią.
- Skoro powiedział, że cię kocha to musi być prawda. Harry jest chłopakiem, który nie bawi się uczuciami, chyba.  Pamiętam, kiedy zakochał się  w Alexis. Bał się jej powiedzieć o tym, jednakże jego miłość do niej i do ciebie bardzo się różną. On czuje potrzebę bycia przy niej, czuje się za nią odpowiedzialny. Wiesz pierwsza dziewczyna. Do ciebie chęć bycia szczęśliwym. Myślę, że ty go bardziej przyciągasz. Sam kiedyś stwierdził po pijaku, że dobrze mu z nią, bo dobrze się pieprzy. Ale seks to nic, jeśli nie ma w tym uczucia.
- Ale jednak zostawił mnie… dla niej.. – zwiesiłam głowę.
- Bo czuje się za nią odpowiedzialny. My dobrze wiemy, że ta suka jest przebiegła jak lis. Niestety on jest zbyt naiwny. Ma za dobre serce. Musimy mu przemówić do rozsądku.  Stella, jeśli teraz wyjedziesz.. możesz go stracić…, na zawsze..
                W pewnym momencie drzwi się otworzyły z trzaskiem. Nie wierzyłam, w nich stał rozwścieczony Louis trzymając stertę gazet.  
- Cześć siostrzyczko. Chciałaś być cerebrytką to zobacz na to. – rzucił mi przed nogi czasopisma. Na pierwszej stronie byłam ja i Harry. Jak się przytulamy w deszczu.  To chyba mój najgorszy dzień w życiu.
- Ja mogę… się wytłumaczyć!
- Przestań pieprzyć już, dobra? Alexis jest w szpitalu, podobno przedawkowała leki i..
- Louis, dobrze wiemy jaka ona jest przebiegła. Może daj szanse.. – wtrąciła się  blondyna w ratowaniu mnie.
- Lola, czy ty się słyszysz? Wiesz, co się stało jak ona się wtrąciła. Omal nie odebrał sobie życia! Tutaj nie jest ważne nasze szczęście, ale mamy mnóstwo fanów! Myślisz, że jak Harremu się, nie daj Boże, stanie to co? Co my do cholery zrobimy?! Jesteśmy także odpowiedzialni za naszych fanów! – po policzku poleciała mi łza. To nie miało się tak skończyć…
- To wolisz żeby był z tą suką?! Dobrze wiemy, że ona go zdradza! – warknęła.
- To nie nasza sprawa… - odezwał się. Śmieszny…
-  Może twoja nie, ale moja na pewno. Obiecuję, że go nie zranię! Ona, to Alexis go ciągnie do grobu. Ona go niszczy! On, kiedy jest przy mnie… Ja… Kocham go i nie pozwolę mu z nią być, zrozumiałeś?! – chłopak podszedł do mnie i wymierzył mi siarczystego policzka.
- Nie pozwolę wam na to. Nie będziesz  z moim przyjacielem, słyszałaś?!
- Zdurniałeś, debilu?! Wypowiadam ci wojnę Tomlinson! Pomogę im być razem, czy ci się to podoba, czy nie! – złapała mnie za rękę dziewczyna i zaczęła prowadzić do wyjścia.
- Nie bądź śmieszna, Lola. Jesteś tu tylko stylistką. – oznajmił z tym kurewskim uśmieszkiem psychopaty.
- Nie, nie byłam. Myślałam, że się przyjaźnimy. Ja… dla mnie Louis jesteś kimś, kogo od dawna kocham. – wyszliśmy zostawiając go sparaliżowanego. Na jego twarzy wymalowany był szok. No nie dziwię się. Lola go kocha?! Od kiedy?!  jak?!

- Nie martw się. Nie muszę być ich stylistką.



No to na dzisiaj tyle. Spóźniałam się z rozdziałem, bo nie mam ostatnio weny. Nie mam ochoty nawet żeby żyć, a co dopiero pisać. Może Wy mi podpowiecie, co zrobić żeby odzyskać wenę? No cóż... Do następnej notki/ Saki chan

sobota, 15 lutego 2014

21. To koniec






JEŚLI CZYTASZ, PROSZĘ ZOSTAW KOMENTARZ. NIE ZABIERA DUŻO CZASU A MOTYWUJĘ DO DALSZEJ PRACY :)




 Nie byłam jeszcze gotowa, by całkiem mu się oddać. Harry był tego świadomy mimo, że  powiedziałam żeby został na noc. Stał przy końcu hotelowego łóżka, ukazując swój nagi tors. Jego marynarka i koszulka leżały już porzucone gdzieś w koncie, stał jedynie w czarnych rurkach.  Głośno westchnęłam. Leżałam na łóżku, bacznie obserwując, jak rozbiera się przede mną. Moje serce przyspieszało z każdym kolejnym odkrywanym kawałkiem jego gładkiej, opalonej skóry. Miałam na sobie bieliznę i workowatą podkoszulkę. Przykryłam się cienką pościelą, mocno przyciągając ją do piersi. Bałam się i musiał to zobaczyć, bo bacznie mi się przyglądał.
 - Nie bój się… Stella.. – wyszeptał, ale zdołałam to usłyszeć. Skinęłam lekko głową. Wtedy odpiął pasek. Metalowa klamra stuknęła o guzik, który zaraz też został odpięty, chwycił za rozporek i pociągnął go w dół. Przez moje ciało popłynęła fala gorąca. Wyszedł z nogawek i wdrapał się na łóżko. Jego oczy były ciemniejsze, kiedy w nie spojrzałam. Nasze usta połączyły się w namiętnym pocałunku, ale nie na długo.
Kiedy Harry powoli zdejmował z mojego ciała cienki materiał mojej koszulki jego telefon zaczął dzwonić. Styles nie przejmował się tym, ale ja tak. Denerwował mnie ten beznadziejny dźwięk, który rozbrzmiewał po pomieszczeniu. Niechętnie przerwałam pocałunek.
- Co jest? – powiedział  ochrypłym głosem. Ughh… jest taki seksowny.
- Odbierz telefon… - niech to szlak…
- Nie muszę go odbierać. – ten wzrok… Nie słuchaj mnie tylko mnie bierz!
- a ja nie mogę się skupić.. – odwróciłam lekko wzrok zażenowana.
Westchnął i zsunął się z łóżka. Awwwww! Jest taki podniecający.
Nie spuszczałam z niego wzroku, kiedy podszedł pełen gracji do swoich ciasnych spodni by wyciągnąć komórkę i następnie przyłożyć ją sobie do ucha.
- Co jest?! – rzucił groźnie. Lekko uniosłam się i otuliłam swoje ciało pościelą.
- Gdzie jest?! – wydarł się i jedną ręką zaczął wsuwać na siebie spodnie. Wdziałam, że coś się stało, bo jego oddech niebezpiecznie przyspieszył. W jednej chwili jego biała koszula znów pojawiła się na jego wyrzeźbionym ciele, a chwile później marynarka.
- Harry, co się dzieję? – zapytałam skołowana.
- Muszę jechać szybko do Alexis. – że co do jasnej kur…?! poczułam się jakby uderzyła mnie jakaś ogromna fala.
- Jak to do Alexis?! – stanęłam na równe nogi przytrzymując materiał do piersi.
- Podobno zażyła za dużo lekarstw. Jest w szpitalu. - stres był jedyną rzeczą, którą wyczytałam z jego ciemnych oczu. I cały nastrój prysnął niczym czar czarodziejskiej różdżki.
- Mam nadzieję, że będzie dobrze… - niech tą ździrę ktoś w tym szpitalu otruję, zabije albo ja to zrobię.
Założył swoje skórkowe buty i otworzył drzwi.
- Um.. Harry! – zdążyłam się odezwać zanim wyszedł. Odwrócił się i stanął przede mną.
Byłam skołowana tą całą sytuacją. Jeszcze nie dawno mogliśmy się kochać, a teraz jak gdyby nigdy nic chce mnie zostawić samą, dla niej? To jest niedorzeczne..
- Przepraszam cię, ale to nadal moja dziewczyna. – poczułam się jak by ktoś wyrwał mi w tym momencie serce. Poczułam się jak bezwartościowa dziwka z ulicy. Gdy chciał coś powiedzieć ja bez żadnego słowa pokręciłam głową. Niech leci do tej bezwartościowej ściery. Jak.. co ja w ogóle sobie myślałam, że co? Że jak powie kocham to rzuci tamtą? To nie bajka.
(Włączcie sobie tą piosenkę Uwaga Smutne )
                Dźwięk zamykających się drzwi rozszedł niczym echo po pomieszczeniu. Stałam jak zagubiona dziewczynka szukająca pomocy, jakiejś cholernej wskazówki, ale odpowiadała jej tylko cisza. Moja broda zaczęła niebezpiecznie się trząść, a do oczu napływać słona ciecz. Nie! Nie! Nie!  To nie miało się tak skończyć, nie miało!
Chwila namysłu i wybiegłam owinięta tym materiałem na korytarz. Biegłam w stronę windy, miałam nadzieję, że go tam spotkam.  Biegłam ile miałam sił w tych krótkich nogach.  Wybiegłam zza zakrętu i zauważyłam jak wchodzi do windy i naciska guzik.
- Harry! Harry! Proszę STÓJ!– wydarłam się już szlochając. On nie może do niej iść, nie pozwolę mu do niej odejść. Nie jest go warta.
- Stella.. – nie zdążyłam. Drzwi się zasunęły, a ja opadłam przytrzymując by materiał nie odsłonił mojej nagości.
Łzy wylewały się z moich oczu potokami. To jest nie do opisania, co czułam. Ja… ja poczułam, że go straciłam. Straciłam go, chociaż nie…, On nigdy nie należał do mnie. Zawsze była ta suka. Zawsze. Pomimo tego, że powiedział mi, co do mnie czuje, ja dobrze wiedziałam, że to nie prawda, bo zawsze  w jego życiu będzie Alexis. Ta bezwzględna suka, która zdradza go z kim popadnie, a on?  On nikomu nie uwierzy, bo ją kocha. Kocha ją tak mocno, że nie jest w stanie jej zostawić.
- On nie może.. do niej iść… błagam… dlaczego… - płakałam jak małe dziecko. Obwiniałam się o to, że kazałam mu odebrać. Może nie jesteśmy sobie pisani? Może powinnam już dawno odpuścić. On nie potrzebuje gówniary tylko doświadczonej kobiety. Alexis jest doświadczona, nie ukrywajmy.
To koniec. Koniec mnie i Harrego. To musi być koniec.
Z ledwością wstałam i poszłam do pokoju. Ubrałam się i zabrałam rzeczy, po czym zeszłam na dół. Oddałam kartę i weszłam do taksówki.
Jeszcze dzisiaj wracam do rodziców.

HARRY POV:

Ona biegła, a ja nie potrafiłem odrzucić sobie myśli, że Alexis coś mogło się stać. I to przeze mnie. To takie popieprzone. Nie czuje nic do Alexis, ale kiedy dowiedziałem się, że jest w szpitalu od razu moje ciało zareagowało.
Wbiegłem do szpitala w ekspresowym tempie. I od razu swoje kroki skierowałem do recepcji. Pielęgniarka w białym fartuchu stojąc, przeglądała jakieś papiery. Podbiegłem do niej, uderzając dłonią o blat. Spojrzała na mnie wściekle, a później rozdziawiła usta ze zdziwienia.
- Alexis Davis, gdzie ona leży? – przeszedłem od razu do głównego wątku.
- O mój Boże, sam Harry Styles z zespołu One Direction! – skinąłem głową, a na jej pomarszczonej twarzy pojawił się uśmiech – Moja wnuczka pana ubóstwia.
- Proszę panią, czy może mi pani odpowiedzieć na pytanie. Bardzo proszę to dla mnie ważne…
- No, ale godzina odwiedzin już minęła.
- To dla mnie bardzo ważne… – nie dawałem za wygraną. Musze ją zobaczyć. Musze się upewnić na własne oczy, że z nią wszystko w porządku.
- No, ale…regulamin nie pozwala.
- Proszę – spojrzałem na nią wzrokiem, któremu nie można było się oprzeć.
- No, dobrze, ale mogę prosić o autograf? – podsunęła w moim kierunku czystą białą kartkę wraz z długopisem. – Dla Katy – podpowiedziała. Napisałem szybką dedykację i złożyłem swój autograf. – Panna Davis. – zaczęła sprawdzać w komputerze. – Trzecie piętro, pokój 387. Tylko proszę uważać, żeby nikt cię nie zauważył.
- Bardzo pani dziękuje – ucałowałem jej zmarszczony policzek i uśmiechnąłem się delikatnie, aż zarumieniła się składając dłonie jak do modlitwy. Odwróciłem się i zacząłem biec jak szalony w stronę schodów. Nie będę czekał na windę, zanim ona zjedzie. Wbiegłem na odpowiednie piętro, rozglądając się za właściwymi drzwiami. Przede mną był pokój oznaczony numerem 380, a liczba wzrastała prawym korytarzem. Tam też skierowałem kroki. Kiedy stanąłem przed salą oznaczoną numerem 387, zagryzłem wargę nie wiedząc, co mam zrobić. W głębi duszy miałem nadzieję, że śpi. Nie chce z nią rozmawiać i psuć sobie humor. Powoli nacisnąłem na klamkę i wszedłem do środka. Od razu rzuciło mi się łóżko na którym spała Alexis i kroplówka. No tak, histeryczka. Ale jedno co mnie zastanawiało to dlaczego wzięła te tabletki, przecież nie pokłóciliśmy się tak bardzo.
Poruszyła się i otworzyła oczy, kiedy usiadłem obok niej.
- Harry, oh… przyszedłeś…
- Tak jestem, ale dlaczego wzięłaś te leki, do cholery?

- Harry, nie możesz mnie zostawić…, jeśli mnie zostawisz umrę…, zabiję się… 







Przepraszam, ze dopiero dzisiaj dodaje, ale wczoraj były walentynki i wróciłam późno z kina z kolegą XD
Następny rozdział w  środę. 
W końcu FERIE! AWWWWWWWWWWWWWW!
Nienawidzę już tej szkoły. Nie mam w ogóle czasu na pisanie, a co dopiero spotykanie się z przyjaciółmi. Ale w końcu luzzz. 
Mam nadzieję, że się podoba i zostawicie po sobie znak. 
Do zobaczenia 

sobota, 8 lutego 2014

20. Zostań..

Mężczyźni pragną zawsze być pierwszą miłością ko­biety. Ko­biety zaw­sze pragną być os­tatnim ro­man­sem mężczyzny.- Oscar Wilde

***

Harry POV:

Strugi deszczu się nasiliły, spojrzałem na swoją towarzyszkę, której deszcz zniszczył te puszyste długie loki, ale muszę przyznać, że w tych mokrych włosach wyglądała ślicznie. Nie wiem dlaczego, ale kiedy zobaczyłem jej uśmiech, pod kaskadą jej ciemnych włosów, które przyklejały się jej do twarzy, poczułem się jakby serce stanęło mi w miejscu, a po chwili jak dzwon nieustannie szybko biło. Nigdy czegoś takiego nie czułem, nawet do Alexis. To było całkowicie coś nowego, a zarazem niepowtarzalnego i wielkiego. Odwróciłem szybko od niej wzrok, patrząc przed siebie. Już z daleka widziałem swoje czarne ferrari, wolną ręką strąciłem swoje mokre włosy, które opadały na moje oczy.
- Ha…Harry…, zaczekaj chwilę – zatrzymałem się, patrząc na Stelle, która ciężko oddychała. Ja również trochę się zmęczyłem. Ech…, przydałby mi się porządny wysiłek fizyczny, aby poprawić swoją kondycję. Zatrzymałem się, a ona wraz ze mną, objąłem ją w talii i szybkim krokiem zmierzaliśmy w stronę mojego samochodu. I tak byliśmy już doszczętnie przemoczeni, więc to nie robiło nam większej różnicy. No chociaż, nie chcę, aby Stell z mojej winy się przeziębiła lub, co gorsze dostała zapalenia płuc. Przebiegliśmy jeszcze ostatni kawałek, przez parking i już byliśmy przy samochodzie. Otworzyłem szybko drzwi od strony pasażera, ciemnowłosa szybko zajęła miejsce, a ja także nie zwlekałem, tylko zasiadłem za kierownicą. Spojrzałem na dziewczynę, która trzęsła się z zimna. Z tyłu z siedzenia wyjąłem kurtkę i założyłem na drżące nogi. Spojrzała na mnie z uśmiechem, poprawiając włosy. Zaśmiałem się, zasuwając kosmyki jej ciemnobrązowych włosów za ucho.
- Gdybym się nie uparł na spacer, to teraz byłabyś sucha. Ja zresztą też.
- Nic się nie stało, gdybym się nie spóźniła to byśmy pewnie siedzieli  w jakiejś restauracji.  – zapatrzyłem się na jej twarz, uśmiechając się szeroko, kiedy w jej oczach zauważyłem blask szczęścia.
- Chciałbym jakoś ci to wynagrodzić .– powiedziałem, przybliżając się do niej. Położyłem swoją dłoń na oparciu siedzenia pasażera i nachyliłem się nad nią.
- Harry…. – szepnęła, głośno przełykając ślinę. Zaśmiałem się z jej przerażonej miny i odsunąłem się na bezpieczną odległość, ciągnąc za sobą pasy, które w momencie, kiedy się nad nią nachyliłem przełożyłem przez nią i teraz zapiąłem.
- Oj Stella. Sprośne myśli nie odsuwają się od ciebie nawet na krok.– rozczochrałem jej fryzurę z rozbawieniem patrząc na jej minę.
- Ej, przestań – zachichotała próbując odciągnąć moją dłoń, a potem sama wplątała swoją w moje włosy i zaczęła czochrać. Złapałem wolną dłonią za jej i przyparłem do niej ciałem. Dalej śmialiśmy się, wygłupiając się w moim samochodzie, muszę przyznać, że jeszcze nigdy tak dobrze się nie bawiłem.
– To nie fair mam ograniczone ruchy! – oburzona próbowała odpiąć pasy, ale wtedy zaatakowałem ją łaskotkami.
– Prze…stań – szepnęła błagalnie, nadal chichocząc. No popatrzcie, kto by pomyślał, że ma taką słabość. Przechyliła głowę do tyłu, próbując się oswobodzić z moich tortur, uśmiechnąłem się słysząc jej melodyjny śmiech. Złapałem za swoją kurtkę którą nadal miała na kolanach i nachylając się rzuciłem ją na tylne siedzenia, ale wtedy stało się coś niespodziewanego.

 Stella POV:

Nie mogłam przestać się śmiać. Próbowałam go od siebie odepchnąć, ale nie miałam tyle siły, do tego jeszcze przypięta byłam pasami. Odchyliłam głowę do tyłu, a później znowu ją chciałam opuścić, ale poczułam niespodziewanie ciepłe wargi na swoich ustach. Rozszerzyłam oczy ze zdziwienia, patrząc na twarz Stylesa, był tak samo zaskoczony tym co się stało jak ja, jednak nasze usta nie oderwały się od siebie, ani na chwilę. Patrzyliśmy na siebie, delikatnie poruszając wargami. Zadygotałam z rozkoszy, kiedy naciągnął moją dolną wargę ustami i odważniej zaczął muskać moje usta. Poniosło mnie w wir fantazji i namiętności, znowu czułam ten wspaniały smak jego ust. Czułam jakby ktoś nadmuchał w moim brzuchu balon, który pod wpływem jego pocałunku pękł wypuszczając stado motyli. Może i nie jestem doświadczona, ale z takim nauczycielem jak Hazza moja nauka zakończyłaby się na szóstkach. On jest moim przewodnikiem w ścieżkach miłości i w życiu.

 Harry POV:

To uczucie, które mnie ogarnęło, kiedy przez przypadek nasze usta się połączył można by rzec, że zawładnęło moim umysłem. Nie myślałem racjonalnie, co przy niej często mi się zdarzało. Chciałem tylko tak siedzieć i całować się z nią, nieważne, że byliśmy mokrzy. Najważniejsze dla mnie było to co teraz przeżywaliśmy. Ta euforia, którą czuję całując jej usta, jest nieopisywalna. Gdy tylko zamknęła oczy, podążyłem za nią i również ukryłem swoje tęczówki pod powiekami,  pogłębiając jeszcze bardziej pocałunek. Powoli językiem przebiłem się przez barierę jej śnieżnobiałych zębów do środka jej ponętnych ust. Puściłem jej dłonie, które powędrowały na moją szyję i przechyliłem twarz, aby mieć lepszy dostęp do niej. Jestem pewny, że na tym się dzisiaj nie zakończy. Takie coś po prostu się czuję…, między nami już od początku powiewało namiętnością, która tylko czekała na odpowiedni wybuch. Szczerze mówiąc obawiam się tego, ponieważ nie chcę jej skrzywdzić, narobić jej kłopotów i mieć starć z Louisem.
Dotknąłem jej policzka, składając w tym samym momencie ostatni pocałunek, po czym oderwałem się od niej wracając na swoje miejsce i przekręcając kluczyki w stacyjce odpaliłem silnik. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale nic nie powiedziała, tylko odwróciła swoją twarz w stronę szyby, w której zauważyłem jej podenerwowanie zaistniałą sytuacją, jednak oznak sprzeciwu nie spostrzegłem.

 Stella POV:

Zagryzłam dolną wargę, patrząc na szybko migający krajobraz otulony w płachcie ciemności. Wiedziałam, co może się wydarzyć, kiedy wjedziemy do jakiegoś hotelu, a tam rozpoznają Harr’ego. To był czysto fizyczny poryw namiętności i nie zamierzam tego żałować. Kocham go całym sercem i to z nim chciałabym stracić to co dla kobiety jest najważniejsze. I jeżeli jest to moja szansa to chcę z niej skorzystać, tylko boję się że go zawiodę. Jestem przecież niedoświadczoną nastolatką. No tak, mam prawie dziewiętnaście lat i nie zaznałam jeszcze w życiu takiej przyjemności. Zawsze chciałam zrobić to z osobą, którą kocham i będę do końca życia, jednak nie można mieć wszystkiego.
- Stella już jesteśmy. Nie martw się, poinformowałem ochronę. – tak czule wypowiedział moje imię, że poczułam miłe mrowienie. Serce zabiło mi mocniej, kiedy spojrzałam na hotel, a później na niego. Spoglądał na mnie całkowicie innym wzrokiem niż dotychczas  
- Idziemy? – zapytał wciąż patrząc na moją twarz. Kiwnęłam tylko głową, a on natychmiast wyszedł z samochodu, obszedł go i otworzył mi drzwi.
 – Chodź – podał mi dłoń.

 Harry POV:

Oparłem się o boczną ścianę windy za mężczyzną z obsługi hotelowej, dalej trzymając  Stell  za rękę. Nie wiedziałem co zrobić, zawsze byłem rozsądny, ale teraz miałem duży problem. Moje całe ciało pragnęło tej drobnej osóbki, która stoi obok mnie i mi ufa, a na dodatek nie jest w ogóle przeciwna moim zamiarom, co tylko jeszcze bardziej potęguje we mnie chęć spędzenia z nią dzisiejszej nocy w jednym łóżku. Nie chcę jej skrzywdzić, jest taka inna od innych dziewczyn, a już zwłaszcza różni się od Alexis. Jest jej całkowitym przeciwieństwem, jednak to nie tylko to mnie w niej pociąga. Spojrzałem na nią, ubrania, które miała na sobie wspaniale podkreślały jej kobiece kształty. Nie, nie mogę tego zrobić. Nie jestem palantem. Może teraz wydaję się jej, że chcę to zrobić, ale później będzie żałować.
Niestety winda się już zatrzymała, co spowodowało, że musiałem natychmiast podjąć decyzję. Westchnąłem dość głośno, wychodząc z nią razem z windy.
- Dobranoc państwu – pożegnał nas z grzecznością mężczyzna. Stella odpowiedziała, a ja tylko kiwnąłem głową.
- Tam jest… twój pokój. – ledwo mi to przeszło przez gardło, ale jeżeli nie chcę jej skrzywdzić to muszę tak postąpić. Nastąpiła chwilowa cisza, kiedy szliśmy korytarzem, ale ona ją przerwała.
- Zostań ze mną.. na noc… - szepnęła na tyle, abym usłyszał.
Oparłem dłoń o ścianę, po czym nachyliłem się i dotknąłem wargami jej czoło. 
- Nie.., nie Stello…, wiesz, co może się stać jeśli zostanę..
- Wiem, dlatego chcę żebyś został.. – jej wzrok… Boże, dziewczyno. O co ty mnie prosisz?!
- Stello… - nie zdążyłem dokończyć. Wyrwała z mojej dłoni kartę i otworzyła drzwi. Złapała mnie za dłoń ciągnąc do środka i blokując drzwi.
- Zostań…


Następny rozdział w piątek <3
Przepraszam za opóźnienie :D


czwartek, 6 lutego 2014

19. Jeden dzień

Miłość jest jak nar­ko­tyk. Na początku od­czu­wasz eufo­rię, pod­da­jesz się całko­wicie no­wemu uczu­ciu. A następne­go dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jed­nak poczułeś już jej smak i wie­rzysz, że będziesz mógł nad nią pa­nować. Myślisz o ukocha­nej oso­bie przez dwie mi­nuty, a za­pomi­nasz o niej na trzy godzi­ny. Ale z wol­na przyz­wycza­jasz się do niej i sta­jesz się całko­wicie za­leżny. Wte­dy myślisz o niej trzy godzi­ny, a za­pomi­nasz na dwie mi­nuty. Gdy nie ma jej w pob­liżu - czu­jesz to, sa­mo co nar­ko­mani, kiedy nie mogą zdo­być nar­ko­tyku. Oni kradną i po­niżają się, by za wszelką cenę dos­tać to, cze­go tak bar­dzo im brak. A Ty jes­teś gotów na wszys­tko, by zdo­być miłość .~` Paulo Coelho




Harry POV:

Miłość przychodzi nie spodziewanie. Z każdym kolejnym dniem to uczucie wzrasta. Codziennie zadajemy sobie proste pytanie: Dlaczego ja?
W moim przypadku było to, co najmniej dziwne. Nie potrafiłem wyjaśnić, dlaczego darzę Stelle uczuciem. Do Alexis ciągnęło mnie pożądanie, mieszanka dzikiego seksu i starego uczucia. Szczerze? Już nic do niej nie czułem, a przywiązanie do niej podtrzymywało mnie od zerwania.
- Ty…, ty żartujesz prawda? – wyszeptała patrząc mi głęboko w oczy. Odgarnąłem jej kosmyk z twarzy i ucałowałem w policzek.
- Nie, czy to źle? –pogładziłem ją po policzku, nie przerywając naszego kontaktu wzrokowego.
Westchnęła i spuściła głowę. Nie takiej reakcji przewidywałem. Myślałem, że będzie się cieszyła, skakała z radości. A co widzę? Jak podtrzymuje swoje łzy żeby nie wypłynęły. – Nie cieszysz się?
- Nawet… nie wiesz…, jak bardzo jestem szczęśliwa… - powiedziała drżącym głosem. Złapałem za jej brodę i łagodnie przejechałem kciukiem.
- Więc, o co chodzi? – zapytałem już zdezorientowany.
- Ja…, kocham cię od bardzo dawna.., ale nie mogę z tobą być… Masz Alexis, jesteś sławny… - wymamrotała półżywa.
- Nic nie czuje do Alexis, mówiłem ci. To, że jestem gwiazdą… pff…, jest dużo osób, którzy są sławni i mają normalne dziewczyny. – przełknąłem ciężko ślinę.
- Tak, ale to tylko chwila, kiedy paparazzi się dowie o tym. -  w końcu spojrzała na mnie. Jej zaszklony wzrok, aż wywołał w mojej piersi ból.
- Mówisz to, chociaż jesteś siostrą Louisa i tu stoisz, rozmawiając ze mną, teraz..?
- Ja…, wiem…
- No to, o co chodzi? Alexis? Sława? Louis?! Nie rozumiem. Mówię ci, że coś do ciebie czuję i nie mogę tego opanować, a ty mówisz mi teraz, że nie możesz tego zaakceptować. Dlaczego?! Mogłaś pomyśleć zanim się chyba w tobie zakochałem! – wkurzyłem się. Z jej ciemnych jak węgiel oczu wypłynęła słona ciecz. Super, doprowadziłem ją znowu do płaczu.
- Przepraszam, Harry. Tak bardzo przepraszam… - odepchnęła mnie i uciekła.
To chyba jakiś chory żart… Olała mnie?


  Stella POV:

- Zaczekaj! – usłyszałam głos i po chwili poczułam jak owija swoimi długimi palcami mój nadgarstek.
Nie spoglądałam na niego, nie mogłam. Jestem pieprzoną masochistką, idiotką.
- Jeden dzień, proszę. Spędź ze mną tylko jeden dzień i zdecydujesz. - odwróciłam twarz, jego nos delikatnie pogładził mój policzek. Zaciągnęłam się głęboko jego zniewalającym zapachem.
- Jeden dzień, błagam… - wyszeptał ochryple do mojego ucha. Westchnęłam z rozkoszy.
- Dobrze… - zgodziłam się upajając tym krótkim zbliżeniem naszych ciał. Uwielbiam jego bliskość. To wibrujące uczucie w moim brzuchu, wszystko.
- Jutro o dwunastej, przyjadę po ciebie. – ucałował mój policzek, przez co wywołał na moim ciele lawinę przyjemnych dreszczy.
- Zobaczą nas, Harry.. – oznajmiłam półgłosem. Zabierał mi wdech w piersiach.
- Zabiorę cię gdzieś, gdzie wszyscy traktują mnie jak normalnego człowieka nie, jako Harrego Stylesa z One Direction.
- Nie możemy spotkać się gdzieś w odległym miejscu lub już na miejscu? Jeszcze ktoś mógłby nas zobaczyć razem. – przegryzł ze zdenerwowana wargę i zaciągnął się zrezygnowany powietrzem .
- Ech,.. dobrze. Podstawie szofera i cię zawiezie w to miejsce. Ja będę już tam czekał. – puścił moją dłoń i odszedł na bezpieczną odległość ode mnie. Co jest grane?
- Hahah i wtedy mu powiedziałem: Stary, wyglądasz jak moja babcia po obiedzie.
- Niall, weź się już przymknij… - Louis…, to wszystko tłumaczy.
- O, w końcu się pogodziliście? – zapytał pogodnie Niall. Boże, ile ten facet ma energii.
- Można tak powiedzieć. – uśmiechnęłam się, spoglądając na Zielonookiego. 

 ***Następnego dnia***

Całą noc nie mogłam zasnąć. Myślałam o nim. O tym, co będziemy dzisiaj robić. Tak, to nierozsądne spotykać się z zajętym mężczyzną, z gwiazdą i darzyć go tak cholernym uczuciem, jakim ja go darzę. To wszystko jest nienormalne.
Fala beznadziejnego niepokoju przeszła przez moje ciało, gdy zerknęłam na zegar stojący na nocnej szafce. Już niedługo rozpocznie się tortura spowodowana widokiem, Harrego. Przebiegłam niezbyt atrakcyjnie palcami przez moje włosy, jeszcze wilgotne od wcześniejszej kąpieli. Zwlekłam się z łóżka i podreptałam przed lustro. Boże, wyglądam jak potwór… wywróciłam oczami i założyłam na swoje ciało szlafrok.
Gwałtownie odwróciłam głowę, gdy mój telefon zaczął wibrować. Podniosłam go i otworzyłam wiadomość.

Rzuciłam telefon na łóżko i ruszyłam w stronę mojej walizki z ubraniami. Tak, nie wierzę mu w te ckliwe teksty. Ciekawe, co on wymyślił.
Wyciągnęłam koszulę w kratę, była raczej urocza, niż seksowna. Chwyciłam za nią i nie rozpinając wszystkich guzików przeciągnęłam ją przez głowę, ale zastygłam w pół ruchu. Zerknęłam na zegar. Fuck.
Szybko pozapinałam resztę guzików i wciągnęłam na siebie obcisłe, czarne jeansy. 
Długie ciemne loki opadły na ramiona, gdy spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Nałożyłam troszkę makijażu, nie lubiłam się za specjalnie malować. Zawsze stawiam na naturalność. Odetchnęłam głęboko i wypuściłam powietrze ze świstem. 
- Cholera. 
Skoczyłam lekko, gdy usłyszałam jak mój telefon zabrzęczał. Przełknęłam głośno ślinę i odblokowałam świecący prostokącik. Ku mojemu niezadowoleniu był to Siva. Jebany skurwysyn, czego on ode mnie chce?! 
Imbecyl. Mówiąc: Czy możesz, ma na myśli: Masz być tam gdzie ci karze, inaczej mi za to zapłacisz!
Zaczęłam turlać się ze złości po podłodze, jak opętana. Zepsuł mi dzień. Tylko, co ja powiem Harremu? Nie mogę iść, bo ten skurwysyn chce się spotkać? Przecież to nie logiczne.
 Zabije tego cwela. Jak Bóg mi na niebie, zabije go. Rany, dzwoni. Stella, normalny ton.
- Tak?! - prosiłam cię, normalny ton!
- Gdzie chciałabyś pójść? – zapytał.
- Obojętnie… - człowieku, dzisiaj nie żyjesz. Zabije cię!
- Masz zły humor?  Popsułem ci jakieś plany? – no, co ty. Weź przejdź się do psychologa, zrób sobie operacje plastyczną i wymień mózg to pogadamy.
- Nie…, miałam iść na zakupy z koleżanką, ale okey. – moja koleżanka ma fiuta, nie wiedziałam.
- Spotkamy się w centrum. – no i dobrze, cwelu. Spotykamy się dość długo i nikt nie jest zainteresowany twoją osobą, nawet ja..
- Nie ma sprawy. – muszę tylko poszukać tego bejsbola, gdzie ja go schowałam?
Rany, teraz muszę zadzwonić do Stylesa. On mnie powiesi za nogi i przetrzepie mi dupę, jak się dowie, że go olałam dla tego dupka. Wzięłam głęboki oddech i wykręciłam do niego numer. Po chwili usłyszałam jego głos. Cholera.. 
- Co tam? – o nie, chyba przechodzę zawał.
- Ha…Harry… Ja nie mogę dzisiaj się z tobą spotkać, bo jestem umówiona. – powiedziałam na wydechu. 
- No jesteś umówiona, ze mną. Nie obchodzi mnie, co masz do załatwienia. Masz się ze mną spotkać, albo sam po ciebie przyjadę i nie będzie mnie obchodziło, co ludzie powiedzą. Masz być w miejskim parku - Campus Martius o czternastej najpóźniej. Będę czekał, choćby całą wieczność. – no zajebiście. Co ja teraz zrobię? rozłączył się.
                Chodziłam z tym idiotą bez celu. Spojrzałam w chmury, zrobiło się cholernie pochmurno.
- Chyba będzie padać.. – powiedział spoglądając na mnie. No co ty, będzie sikać na twój zgniły ryj bęcwale. 
- Możliwe… - ciekawe, czy Harry tam czeka? Nie…, on nie byłby taki głupi.
- Która jest godzina? – zapytałam w miarę normalnym tonem. Nie to nie było normalne, bardziej wyglądało na chrząknięcie.
- Chyba coś około szesnastej. – oh…, mówił, że będzie czekać od czternastej. Nie…, już pewnie poszedł do domu albo z chłopakami. 
Z ciemnego nieba zaczynały wydobywać się krople wody. Moje serce biło jak oszalałe, a co jeśli on tam czeka? Co jeśli on tam marźnie, a ja sobie pójdę z tym dupkiem do kawiarni?!
- Chodźmy do tej kawiarni, bo nas przemoczy. – powiedział, a ja zaczęłam się rozglądać. Z dala było widać ten cholerny park, na którym miał niby czekać Styles. Ile mogłoby mi zająć dobiegnięcie tam? Dwadzieścia, trzydzieści minut sprintem? Ale jeśli teraz pójdę, Siva może zażądać spłacenia długu.  Ja cie pieprze. Co mam teraz zrobić?!
- Chodź, bo zmokniemy.. – pociągnął mnie za rękę, ale ją wyszarpałam.
- Ja przeprasza, muszę iść. Przepraszam…. – zaczęłam biec. Muszę zobaczyć, czy go tam przypadkiem nie ma. Deszcz zasłaniał mi drogę, czułam jak z każdą kolejną sekundą moje ciało przesiąka, ale mnie to nie powstrzymywało. Muszę się upewnić.
(Czas na piosenkę XD KLIK)
Biegłam tak szybko, że chwilami brakowało mi tchu. Kiedy dobiegłam na miejsce, byłam doszczętnie przemoczona. Przerażona szukałam wzrokiem tego zarozumiałego chłopaka. Gdy myślałam, że już go nie ma w oddali zauważyłam jakąś postać opierającą się o ogromne dębowe drzewo. Boże niech się okaże, że to nie on.
Podeszłam bliżej, a niech to!
- Harry! – wydarłam się i poczułam jak moje łzy zaczynają wypływać z kącików oczu. Dobrze, że padał deszcz, mogłam to zamaskować. 
- Stella! – krzyknął i zmierzył mnie wzrokiem. Był cały przemoczony, a po tych jego puszystych lokach nie było nawet śladu.  Przytulił mnie mocno, a ja go odepchnęłam.
- Co ty sobie do cholery wyobrażasz, draniu?! – szarpnęłam go za kołnierz od kurtki.
- Co TY sobie wyobrażasz?! Miałaś przyjść! - zmarszczył czoło i przymrużył ciemne oczy.
- Powiedziałam, że nie mogę!
- To cię kurwa nie usprawiedliwia!
- Zamknij się! – ale dziecinada, zamiast jak najszybciej schować się do ciepłego pomieszczenia i się osuszyć żeby nie dostać zapalenia płuc, to my drzemy na siebie te japy.
- Dlaczego tu stoisz?! Masz miliony fanów, idioto! Jak zachorujesz oni mnie zabiją! – zadrżałam, kiedy jego duże dłonie oplotły moją talię.
- Bo cię kocham, debilko! - zamknęłam oczy, kiedy nagle mocno mnie pocałował. Jego chłodny dotyk sprawiał, że miękłam na całym ciele, gdy delikatnie przejeżdżał językiem po mojej dolnej wardze. Nie wyobrażałam sobie tego wszystkiego nawet w snach.

- Chodźmy… - uśmiechnął się do mnie pod nosem, zamknął moją małą dłoń w jego i pociągnął  lekko w stronę zaparkowanego po drugiej stronie ulicy samochodu. Nie miałam czasu nawet zaprotestować. Co za idiota..., słodki idiota, za którego oddałabym życie. 

~ Jeśli przeczytałeś/-aś zostaw po sobie komentarz.

Boże, cztery godziny się męczyłam żeby go napisać. Chyba z osiem razy zmieniałam sytuację aż w końcu wpadłam na taki pomysł. Ledwo, co żyję.  Lekarze mnie tak prze-torturowali, że chyba umre za chwilę. Nie mam siły na nic xd 
następna notka w sobotę, Bayos amore <3




poniedziałek, 3 lutego 2014

18. To uczucie...

Harry POV:

To prawda.
 Nie mogę odbierać jej normalnego życia, ale nie potrafię być z dala od niej. Przyciąga mnie niczym magnez. W chwili, kiedy ujrzałem ją w drzwiach apartamentu, po tych cholernych czterech latach poczułem, że ta mała dziewczynka, która biegała za mną, która wyznawała mi miłość może skraść moje przepieprzone serce.
To wszystko wydawało mi się takie dziwne, że nie zorientowałem się, kiedy a zacząłem ją pragnąć. Wszystko wydawało się takie łatwe, a zarazem trudne. Kochałem Alexis, ale od pewnego czasu czułem, że to nie to samo. Ta kruszyna tonąca w moich ramionach była temu wszystkiemu winna. To wszystko jej wina. To jej wina, że zacząłem wzdychać za jej palącym spojrzeniem. Jak ja mam ją tak po prostu zostawić skoro tak na mnie działa? Jak?!
Przycisnąłem ją tak mocno do mojego ciała, żebym mógł zapamiętać to ciepło bijące od niej. Nie chciałem się rozstawać, ale skoro tego potrzebuje to muszę się zgodzić. Westchnąłem cicho i ucałowałem to drobne czoło, które zakryte było burzą loków.
- Żegnaj, Stella. – rzuciłem uwalniając ją z mojego uścisku, po czym pośpiesznie wyszedłem z pomieszczenia. Nie chciałem żeby mnie zatrzymywała.

Stella POV:
Stałam jak sparaliżowana, a serce waliło niczym młot pneumatyczny. My… nawet, jeżeli jesteśmy blisko siebie… czuliśmy pewien dystans. Świadomość, że jest z Alexis zabijała mnie od środka. Runęłam na ziemię i trzymałam za obolałe serce.  Dlaczego to uczucie mnie dopadło?!

Nie mogłam dłużej powstrzymać się od płaczu.
Do pomieszczenia wbiegła Lola. Od razu dobiegła do mnie przygarniając ramieniem.
- Boże, wiedziałam, że tak to się znowu skończy. Co ci powiedział?! Odetnę mu…
- Nie… to.. ja.. – wyszlochałam skupiając wzrok w jakiś odległym punkcie.
Dziewczyna spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Jak to?
- Kazałam mu się do mnie nie zbliżać. Spełnił moją…. prośbę. – niespodziewanie wybuchłam płaczem. Miałam ochotę rzucić się pod pociąg, wyznać całemu światu, że go nienawidzę. Byłam jedynie w stanie płakać, wylewać te pieprzone łzy. Nie byłam w stanie nawet rozmawiać. Stałam się w jednej chwili najbardziej żałosną osobą, jaką można było sobie wyobrazić.
Zniknął jak wczorajszy sen. 

Harry POV:

Szedłem gdzieś w nieznanym kierunku. Miałem ochotę wszystko i wszystkich zabić. Czułem jakby ktoś zabrał mi kawałek życia. To niemożliwe. To wszystko, co czuję do tej małej… to nie może być to. Niemożliwe.
- Patrzcie! To Harry Styles! Ludzie! – zajebiście.
Nagle otoczyło mnie tak dużo osób, że nie mogłem nawet dobrze odetchnąć. Z fałszywym uśmiechem na twarzy dawałem się sfotografować.
- Harry! Harryy! Spójrz tutaj, proszę! – zrobił się hałas. Nie to, że nie kocham moich fanów. Po prostu czasami to strasznie męczące. Jestem na skraju wyczerpania psychicznego, a ludzie wymagają ode mnie wszystkiego.

Puściłem sygnał mojemu ochroniarzowi i chwilę później zauważyłam nadjeżdżający wóz. Nie mieli problemu ze znalezieniem mnie, bo miałem zainstalowany w telefonie czujnik namierzający. Zrobiłem jeszcze kilka zdjęć i wszedłem do czarnego mercedesa zaparkowanego na poboczu. 

****Trzy tygodnie później****

- Dzisiaj mamy koncert w Detroit? – zapytałem naszego managera wchodząc do samolotu .
- Tak, a jutro w Los Angeles. – miasto aniołów…
Rozsiadłem się na fotelu obok okna. Nienawidzę latać samolotem, ale inaczej się nie dostaniemy na czas. Założyłem opaskę na oczy i zacząłem oddalać się od świata rzeczywistego.
Tęskniłem za nią, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Jestem twardym mężczyzną i żadna kobieta mnie nie przełamie. Założyłem na uszy słuchawki i rozgłosiłem muzykę. Tylko ona może mnie przełamać, nie kobieta!
                Czas w Detroit leci tak szybko, że dobrze się nie obejrzałem, a stałem z chłopakami na scenie i graliśmy dla naszych cudownych fanów. Zawsze czuję pozytywną moc w czasie koncertów. To jest taka moja odskocznia, w której mogę się zrelaksować i odpocząć od tego rzeczywistego cyrku. Uwielbiam śpiewać, to jest moja pasja. Cieszę się, że obrałem tą ścieżkę w życiu wraz z moimi przyjaciółmi, ponieważ wszystkie nasze uczucia możemy przelać na papier i nie musimy ich ukrywać.
 - A teraz ostatnia piosenka tego wieczoru! – powiedziałem do mikrofonu przechadzając się po scenie. –Jak już niektórzy z was wiedzą zostaliśmy nominowani do kategorii najlepszy zespół świata 2014 w radiowym przeglądzie muzyki. Z tego toteż powodu postanowiliśmy z chłopakami zaśpiewać coś z albumu Take Me Home. – piski fanów dawały po sobie znać, że im się ten pomysł podoba.
– Piosenkę dobrze znacie, więc mamy nadzieję, że zaśpiewacie ją razem nami. – po chwili rozbrzmiała gitara Niall’a.
– Ta piosenka jest wyjątkowa dla nas wszystkich. – to niemożliwe, jak można tak głośno krzyczeć, spotykam się z tym od zawsze, ale nasi fani zawsze mnie zaskakują. Światła całkowicie zgasły nadając romantyczny nastrój piosenki i tylko migoczące przedmioty fanów błyszczały w ciemnościach. Z naszych ust zaczęły wypływać się pierwsze słowa tekstu piosenki Little Things. Kiedy przyszła na mnie kolej poczułem się nieziemsko. Uwielbiam śpiewać, a ta piosenka jest przepiękna. Fani szybko pokochali nasze kawałki i naszą osobowość, co sprawiło, że zaczęliśmy dalej się rozwijać.
Uśmiechnąłem się, kiedy w mojej głowie wytworzył się obraz Stelli.
Muzyka i wyobraźnia o niej poniosła mnie w inną przestrzeń. Czułem się niesamowicie! Ta energia od tych ludzi, ta myśl o tej dziewczynie…, ach cudowna chwila.
„KOCHAM CIĘ!!!”, „ZERWIJ Z ALEXIS!, WEŹ MNIE!” „HARRY– JESTEŚ NAJGORĘTSZY!” , ,, LOUIS, NIALL KOCHAM WAS”, „ ZAYN JESTEŚ BOSKI!”, ONE DIRECTION KOCHAMY WAS”,..  – i wiele innych podświetlonych transparentów mignęło mi przed oczami. Czułem się taki wolny, gdy znajdowałem na scenie. Podniosłem dłoń do góry i zacząłem machać, chwile po tym fani również zaczęli podnosić dłonie i krzyczeć w niebo głosy.
                Ostatnie słowa wypłynęły z naszych ust. Z każdą kolejną sekundą muzyka coraz bardziej cichła wraz z tłumem nastolatków.
- Dziękujemy wszystkim za przybycie!!! -  krzyknęliśmy jednocześnie, a głośne piski fanów znowu się wzmogły.
Przemierzając krótki odcinek za kulisy czułem jeszcze tą niesamowitą energię. Spojrzałem porozumiewawczo do chłopaków i chwilę później dostałem istnego kopniaka w dupę od losu.  Czy to jawa, czy sen?! Nie to ona..
- Jak Ci się podobało siostrzyczko? – zapytał Louis. Nie wierzę…
- Bosko! Dziękuję, że mnie zabrałeś! – przytuliła go, a ja nie wiedziałem, co się właściwie dzieje.
- Co jest kurwa… ? – wydałem z siebie w końcu jakieś słowa. Wszyscy patrzyli na mnie nie wiedząc, o co mi tak naprawdę chodzi.
- Um… cześć. – wyszeptała, ledwo słyszalnie. Ona chyba sobie jaja ze mnie robi.
- Żartujesz sobie ze mnie? – zapytałem czując, że za chwile mogę wybuchnąć.
- O co ci teraz chodzi? Myślałem, że się pogodziliście?
- Zamknij się, Louis. – odparłem surowszym tonem nadal patrząc na dziewczynę ukrytą za jego plecami.
- Będziecie się teraz kłócić? Dajcie spokój, jesteśmy zmęczeni. Porozmawiacie później. – stwierdził Niall i przygarnął dziewczynę ramieniem, po czym poszedł z nią do garderoby. Westchnąłem żałośnie i ruszyłem za nimi.
Weszliśmy do środka, gdzie od razu rzuciłem się na sofę łapiąc w dłoń butelkę wody. Oblałem się trochę po twarzy i odchyliłem głowę do tyłu. Byłem zły, rozdrażniony i cholernie szczęśliwy. Ona tu jest.

Stella POV:

(Włączcie sobie tą piosenkę w tle *.*KLIK)


Ranyy…, dlaczego zgodziłam się przylecieć tu z Lolą? Jestem taka beznadziejna, że już sama nie wierzę w to, że mogę bez niego żyć. Każdy pretekst może być dobry.
Kiedy go zobaczyłam… Cały świat przestał istnieć, a serce wariować. Tak bardzo go kocham….
                W pomieszczeniu było głośno. Ne mogłam nawet dobrze zebrać myśli, kiedy zobaczyłam na Harry’m stróżki wody. To ciało.. Czy to anioł?
- Wiem, że jesteście zmęczeni, ale możecie mnie i Stelle zostawić samych? – że what?!
- A co chcesz zabić moją siostrę, bo tu przyjechała? Nie przesadzaj Harry.- zakpił Louis. Chłopak moich westchnień wstał i podszedł do chłopaków nie przerywając naszego kontaktu wzrokowego. Poczułam na sobie zimne dreszcze. To nie będzie normalna rozmowa.
- Chcę z nią porozmawiać, możecie to dla mnie zrobić? – jego głos był tak poważny, że ze zdenerwowania zaczęłam się bawić dłońmi.
-Ej, Lou. On ma rację. Niech porozmawiają, bo my nie mamy zamiaru patrzeć jak drą sobie gacie. – wszyscy spojrzeli na Niall’a, jak na kretyna. Samej mi się chciało z niego śmiać, ale z powagi sytuacji wolałam się nie odzywać.                                           
- Okey, dajemy wam parę minut. Ale jeżeli znowu będziecie się kłócić to was chyba zabije. –po chwili zostałam z nim tylko ja. Widziałam, że jest trochę zmieszany ta sytuacją. Wbiłam wzrok w podłogę i czekałam na najgorsze,gdy usłyszałam jego kroki prowadzące w moją stronę.
Przymknęłam oczy. Bałam się je otworzyć. Nerwowo bawiłam się palcami, gdy cała jego sylwetka była już przodem do mnie.  Stał na szczęście w bezpieczniejszej odległości ode mnie.
- Dlaczego tu jesteś?
- Louu.. Louis kazał mi… i… ja się zgodziłam… - przełknęłam ślinę ze zdenerwowania. Chyba za chwilę padnę.
- Możesz mi nie wierzyć…, ale… -wzdrygnęłam się, kiedy Harry zrobił krok w moim kierunku. Jego cień padł na mnie, gdy był blisko. Podniosłam wzrok, ciemne loki opadły mu na czoło, zanim zdążył je okiełznać.
- Tęskniłem za tobą… - moje serce szybciej zakołatało. Tęsknił… za mną…?! To chyba sen.
- Stella… powiedź, że nie tęskniłaś? Powiedź, że twoje uczuciem względem mnie znikło.. a zniknę jak ono. – o czym on do cholery gada?!
- Jak mogę to powiedzieć skoro jesteś jedyny? Skoro przez te cholerne trzy tygodnie umierałam z tęsknoty?! Jak do cholery?! Tylko, że ja jestem zwykłą dziewczyną, a ty gwiazdą. Masz Alexis, a całujesz mnie. Nie potrafię tak żyć, rozumiesz?!- dławił mnie płacz, ledwo zdołałam stłumić szloch.
Westchnął i znów zaczął się do mnie przybliżać.
- Ja… od pewnego czasu… nie kocham Alexis… - Odwróciłam się od jego palącego wzroku.  Styles zamruczał mi do ucha, a jego dłonie oplotły talię. Głowa delikatnie popchnęła na bok moją, by mógł całować obnażoną skórę na szyi. Moje plecy ciasno przylegały do jego torsu.
Nie mogłam się ruszyć, gdy jego ręka zacieśniła uścisk na mojej talii. Druga, bez przeszkód wślizgnęła się pod luźną koszulkę, którą miałam na sobie. Jego palce błądziły po mojej skórze, słyszałam jego ciężki oddech tuż przy moich uchu. Jęknęłam cicho. Oparłam głowę o jego ramię, gdy poczułam to bezwzględne uczucie, które zawsze przy nim nie dawało za wygraną. Zamknęłam oczy. Dreszcze przechodziły przez całe moje ciało. Jakimś cudem moja złość rozpłynęła się niczym lód na patyku w upalny dzień. Poruszyłam się w uścisku Harry'ego, na co zaśmiał się i pozwolił dał mi się uwolnić. Niepewnym krokiem ruszyłam do drzwi.
Był tuż za mną. Jego duże dłonie oparły się o mahoniowe drzwi, zaraz nad moją głową, popychając ją lekko. Drzwi zamknęły się, blokując mi jedyną drogę ucieczki.
Moje Serce omal nie wyskoczyło z mojej piersi.. Nie zdążyłam odwrócić się do końca, gdy moje ciało zostało przyciśnięte do ściany. Podniosłam wzrok, by spotkać jego błyszczące oczy, spoglądające na mnie z góry. Wstrzymałam oddech, kiedy przeniósł swoje różowe usta do mojego ucha.
- Chyba…, chyba za tobą szaleję, Stello… - oznajmił jego ochrypły szept.




~ Jeśli przeczytałeś/-aś zostaw po sobie komentarz.


Szczerze? To chce Wam podziękować, za komentarze i że mnie wspieracie. To dzięki Wam mam tyle weny i siły. Jesteście nieziemscy.

Jak podoba się notka? Dla mnie jest nawet okey xD Mam nadzieję, że nie przeoczyłam żadnego błędu.

Jutro mój koszmarny dzień, będą mi pobierać krew, a ja tego tak strasznie nie lubię... fuuu.
Pewnie, jak zwykle robią dużo hałasu o nic. Walić to. 
Następna notka pojawi się w czwartek lub piątek <3
Do miłego kochani <3