niedziela, 15 grudnia 2013

2.Obojętność

Uwaga!
W rozdziale występują wulgaryzmy!
W razie błędów PRZEPRASZAM!
 Nie dawno wyszłam ze szpitala i jestem trochę słaba, więc mogłam wszystkich błędów po prostu nie zauważyć :)

Proszę o komentarz z opinią :>
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                          Tydzień później.

Zaczynało mnie to wszystko porządnie wkurzać. Te jego zmiany nastroju i udawanie, że mnie nie widzi. Halo, ja tu jestem!
                Siedziałam na skórzanej sofie wcinając śmietankowe lody. Mmmm… tak bardzo je lubiłam.
W pewnym momencie do pokoju wpadła Caroline.
- Boże, Stell! – co ona znowu wymyśliła?
- Co się stało?
- Umówiłam się z Zaynem! Zgodził się! – szczerze? Nie byłam zaskoczona. Biegała za nim od świtu do nocy, więc pewnie dla świętego spokoju zgodził się żeby z nią iść.
- W takim razie pomogę ci się przygotować. – uśmiechnęłam się i zaczęłam ją ciągnąć do garderoby, która znajdowała się na końcu korytarza.
Przebierała różne kiecki, zsuwając, co chwile inne kreacje na ciało.
Po trzydziestu minutach męczarni znalazłam dla niej czerwoną sukienkę, która idealnie opinała jej kształty. Na dekolcie umieszczone były cekiny. Nie była zbyt krótka, ale też długa. Była w sam raz.
Spojrzała na zegarek. Jej dłonie tak się trzęsły jak by zaraz miała przejść atak histerii.
- Dziewczyno, ogarnij.  – złapałam za jej ramiona i delikatnie potrząsnęłam. Nie miałam zamiaru dzwonić po karetkę, bo moja przyjaciółka dostaje ataków, ponieważ spotyka się ze swoją love.
W pewnym momencie usłyszeliśmy dźwięk pukających drzwi. Ooo.. Przyszedł po nią.
- Pamiętaj żeby oddychać, Carl. – pokręciła głową i otworzyła je.
Zayn miał na sobie czarny, dopasowany garnitur. Włosy lekko ulizane, ale to Zayn.
- Witaj, Stell. – kiwnął do mnie głową, a ja pomachałam mu serdecznie dłonią.
- Pięknie wyglądasz, Caroline. Idziemy? – Jezu, jakie ma ogniki w oczach. Pewnie gdyby mnie tu nie było skoczyłaby na niego i go wymolestowała.
- Tak, baw się dobrze, Stell. – uśmiechnęła się. Kurwa, serio?
- To ty baw się dobrze. – po chwili zostałam sama.
Łaziłam po tym apartamencie nie znając żadnego celu. Włączyłam muzykę i podeszłam do wysepki na środku salonu, przypominało mi to trochę kuchnię. Lodówka, wszystko, co było mi potrzebne.
Wyciągnęłam składniki, malutką, okrągłą miseczkę i włożyłam tam produkty do zrobienia maseczki na twarz. Lubiłam eksperymenty.
Zawsze wyglądam w tych mazidłach jak Fiona ze Shrecka, ale po nich lepiej niż Królewna kurwa Śnieżka.   
Zanim nałożyłam to na twarz, postanowiłam przebrać się w niezbyt atrakcyjne rzeczy. Nie chciałam pobrudzić tych, co mam na sobie.
Na dnie mojego bagażu zauważyłam podkoszulkę, którą wykorzystywałam do moich niecnych upodobań kosmetycznych.
Wróciłam i spięłam moje niesforne loki. Zimne, zielone mazidło zaczęło pokrywać moją twarz.
Umm… Czułam się tak świeżo.
Nieoczekiwanie do moich uszu dobiegł odgłos pukających drzwi.

Pomyślałam, że to ta nierozgarnięta pipa i te jej ran.de.wu się nie udało, jednak to, co zobaczyłam przez małe okienko w drzwiach totalnie mnie zszokowało. Harry.
(Włączcie sobie  piosenkę).
Wbiegłam szybko do łazienki i odkręciłam kurek z wodą, po czym szybkim ruchem zaczęłam trzeć dłońmi o twarz. Wytarłam się szybko ręcznikiem i podeszłam do drzwi. Jeszcze przed ich otworzeniem wzięłam głęboki oddech, ale kiedy go zobaczyłam chyba zapomniałam jak się oddycha. Te oczy…
- Cześć… - wpatrywał się we mnie, a moje serce nabrało upośledzonego tempa.
- Cz.cześć, coś się stało?  –Jezu oddychaj, bo zemdlejesz Stell!
- Louis kazał mi z tobą porozmawiać. – oznajmił stanowczym i surowym tonem. Głupi skurczybyk! Dlaczego mnie nie uprzedził?!
- Umm… wejdź. – odsunęłam się kawałek żeby dać mu przejść. Sam na sam z Harrym. To chyba kurwa sen!
Zrobił to, o co go poprosiłam. Boże nie gap się na mnie, bo te zielone oczy przyprawiają mnie o zawrót głowy!
Podeszłam do małej wysepki na środku salonu i wyciągnęłam dwie szklanki.
- Napijesz się? – spytałam nieśmiało. Tak długo czekałam żeby go zobaczyć, uściskać.
- Wody. – powiedział oschle. Zaczynam się go bać.
Podeszłam do lodówki i chwaciłam za butelkę wody.
Nieoczekiwanie, kiedy miałam się odwrócić poczułam jak Hazz z brutalną siłą przyciska mnie do blatu gdzie umieściłam szklanki. Złapał za moje nadgarstki i mocno ścisnął, przez co butelka z ogromną siłą uderzyła o ziemię.
Spojrzałam z niedowierzaniem, na Harr’ego.  Jego zielone oczy były blade, a usta drgały ze zdenerwowania. Przyszedł mnie tu torturować?
- Nie wiem, od czego zacząć. Czy od tego, że wkurwia mnie twoja obecność, czy to, że rozjebałaś mi życie?  - syknął, a ja ciężko zaczęłam oddychać. W moim gardle zaczęła się formować ogromna gula, która sprawiała mi cierpienie. Z niedowierzaniem wpatrywałam się w jego oczy, a ciało zaczęło delikatnie drgać ze strachu.
- Harry… j.jaa…
- Nic nie mów! Wiesz ile narobiłaś mi szkód, kurwa? Jako mała popierdolona dziewczynka?! – przycisnął mnie bardziej do ścianki blatu, przez co gwałtownie się poruszyłam. Sprawiał mi ból.
- Nie wiem, co powiedzieć. Na…Naprawdę przepraszam! – poczułam jak do moich oczu napływały łzy, a jego siła uścisku wokół moich dłoni jeszcze bardziej się wzmocniła.
- S… sprawiasz mi .. ból.. – skrzywiłam się próbując z całych sił odepchnąć go od siebie.
- A ty nie sprawiłaś mi bólu, skazując mnie na cztery lata pieprzonej udręki?! – poczułam spływające łzy po moich policzkach. Właśnie wtedy poczułam alkohol z jego ust. Mój oddech był przerywany. Puść mnie!
- Zrobię wszystko, rozumiesz?! Wszystko tylko… Tylko mi wybacz! – zaczęłam tak głośno szlochać, że postanowił, chociaż trochę obluzować swój uścisk. Złapał głęboko powietrze i po chwili je wypuścił, cały czas wtapiając wzrok w moją rozdrażnioną twarz.  Tak bardzo się go bałam, ale serce nadal ukazywało znaki, że go kocha.
Niespodziewanie jego usta znalazły się na moich wargach. Wpił się w nie tak mocno, że przez chwilę nie mogłam odetchnąć. Były miękkie i takie przepełnione pożądaniem. Dobrze nie złapałam oddechu, a jego język wślizgnął się w moje usta, zataczając dziwny szlag. Nie był to pocałunek, jakiego chciałam doświadczyć z nim w roli głównej. Ten pocałunek był pełen złości  i pozbawiony uczuć.
                Gdy już oderwał się od moich warg poczułam ostre jak gdyby szpileczki, które wbijały się w moje usta. Przełknęłam ciężko ślinę i spojrzałam na jego pozbawione uczuć tęczówki.
- Gdybyś nie była siostrą mojego najlepszego przyjaciela, przerznąłbym cię i zostawił na pastwę losu. Teraz jednak, czego od ciebie oczekuje to to, żebyś zapomniała o tej całej sytuacji i po prostu omijała mnie jak ognia. Jeżeli cię zobaczę choćby na chwilę, zniszczę twoje szczęście tak jak ty zniszczyłaś moje.
- Dlaczego.. Dlaczego mi to robisz?! – krzyknęłam mu prosto w twarz. Pieprzony drań.
- Odpłacam ci się tylko za to, że popsułaś moją miłość. – zaczął kierować się do wyjścia.
- Miałam tylko 15 lat! – złapałam się za obolały nadgarstek.
- Za błędy trzeba zapłacić, Stella.- powiedział już łagodniejszym tonem.
- Musisz mi odpuścić. – opuściłam głowę mówiąc już prawie szeptem. W co ja się wpakowałam?
Stanął w miejscu.
- Właśnie nic nie muszę. Mam nadzieję, że to nasza ostatnia rozmowa. Nie mam ochoty słuchać tych wszystkich bzdur. – wyszedł. Nic nie zrozumiałam z tej rozmowy. Gdzie się podział ten troskliwy i opiekuńczy Harry? 

10 komentarzy:

  1. Ojeju to takie cudowne nigdy czegoś takiego nie czytałam po prostu zajebiste ♥!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebiste!! Czekam na next! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebiste <3 mega, naprawdę przeczytałam i chce kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  4. jejciu......jaki wspaniały rozdział. Pisz szybko następny, bo nie mogę się doczekać. Nigdy nie czytałam nic bardziej fascynującego :) Pozdrawiam i życzę weny :D

    OdpowiedzUsuń
  5. O BOŻE... ! :D to jest SUPER!! :* <3 pls... pisz wiecej :DD ZAJEBISTE xxx

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebiste! Super-genialne! I nie wiem jak jeszcze to określić! Nie czytałam jeszcze takiego opowiadania :D Czekam na next'a z niecierpliwością :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Super jednak czytam od początkun //Diana Tommo

    OdpowiedzUsuń